Od dłuższego już czasu chodzę na tak zwane filmy dla dzieci z pewną nieufnością, by nie rzec - niechętnie. Żal mi zwyczajnie czasu i pieniędzy na kolejne popłuczyny po pierwszych częściach, oko puszczane do dorosłych, oklepane gagi i odsmażane kotlety. Nie mam też ochoty karmić tą ciężkostrawną papką moich dzieci. Raz na jakiś czas daję się jednak namówić - jak się tym razem okazało, na szczęście.
„Żółwik Sammy" to historia ukazująca losy tytułowego bohatera od chwili narodzin, aż do momentu, gdy przychodzi mu czuwać nad wykluwającymi się z jajek wnuczętami. Przygody sympatycznego bohatera przedstawione zostały jako retrospekcja - narratorem jest kilkudziesięcioletni już Sammy, któremu zebrało się na wspomnienia. A przyznać trzeba, że ma co wspominać. Trudy, ale i bohaterstwo w dniu narodzin (uratował z ptasiego dzioba żółwinkę Karolinę, która, jak się można domyślić, pojawi się jeszcze w jego życiu), wspólne lata spędzone na drewnianej tratwie z przyjacielem Jaśkiem (żółwiem skórzastym), katastrofa ekologiczna, schwytanie w sieci, rozstanie z Jaśkiem, pobyt w hippisowskiej osadzie, ponowne spotkanie z Karoliną i jeszcze jedno rozstanie, udana próba realizacji wielkiego marzenia, jakim było opłynięcie świata dookoła, a wreszcie odnalezienie dwojga przyjaciół i doczekanie się dziesiątek wnucząt - to naprawdę spore osiągnięcia jak na żółwia morskiego. Tego wszystkiego Sammy dokonał w 50 lat, a jednak trudno określić go mianem superbohatera. Idąc za głosem serca, marzeniami, napotykał na przeciwności i stawiał im czoła, przeżywał chwile trudne, ale też piękne.

Sammy i Jasiek na tratwie
Sammy nie posiada mocy nadprzyrodzonych, a do tego, mimo że jest stworzeniem z bajki, to blisko mu nie tylko do pierwowzoru ze świata przyrody (choć warto uświadomić małym widzom, że sporo tu „naciągania"), ale też do dziecięcego sposobu postrzegania rzeczywistości i zachowań. Jest odważny (czasem odwaga ta graniczy z ryzykanctwem), nieco naiwny, wierny przyjaciołom i gotowy stanąć w ich obronie. Zdecydowanie można powiedzieć, że trudno go nie lubić.
Twórcy filmu sprawnie wykorzystali pozytywnego bohatera i jego opowieść do przekazania treści związanych z zagrożeniami ekologicznymi, z koniecznością dbania o środowisko i konsekwencjami nieodpowiedzialnych działań. Mamy więc motyw wycieku ropy, wyrzucania śmieci do oceanu i polowania na wieloryby. I choć słowo „wykorzystali" może nasuwać negatywne skojarzenia, w tym wypadku udało się uniknąć nadmiernego dydaktyzmu czy sztuczności. Dzieci z zaciekawieniem śledzą akcję, niekiedy zadają pytania, co oznacza, że udało się skupić ich uwagę, a do tego wzbudzić ciekawość. A udało się, gdyż najwyraźniej stworzono ten film naprawdę dla dzieci, a nie po to, by towarzyszący im rodzice świetnie się bawili (choć muszę przyznać, że nie mogę uznać czasu spędzonego w kinie za stracony).

Sammy w kolorowym podwodnym świecie
Mimo że opowieść o Sammym nie jest epokowym dokonaniem światowej kinematografii, ogląda się ją z przyjemnością. Piękne kolory, wypadający naprawdę dobrze w morskich głębinach efekt 3D, a do tego sympatyczni i, jak na zwierzęta wodne bardzo ludzcy bohaterowie oraz hippisowskie rytmy i znane szlagiery sprawiają, że film ogląda się naprawdę dobrze.
Ewa Świerżewska
(04.10.2010)
nasza ocena:

Żółwik Sammy
Reżyseria: Ben Stassen
Scenariusz: Domonic Paris
Belgia, 2010
data polskiej premiery: 1.10.2010
dystrybucja: Forum Film
sugerowany wiek: 4+
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych
Ustalenie płci obcego dziecka tylko z pozoru wydaje się rzeczą łatwą. Ileż razy każdemu z nas zdarzyło się wziąć synka sąsiadów za dziewczynkę, a na widok córki znajomego (...)