Udostępnij

Z przesłaniem i dla dzieci – recenzja filmu „Żółwik Sammy”

Dodano: 2010-10-05

Od dłuższego już czasu chodzę na tak zwane filmy dla dzieci z pewną nieufnością, by nie rzec - niechętnie. Żal mi zwyczajnie czasu i pieniędzy na kolejne popłuczyny po pierwszych częściach, oko puszczane do dorosłych, oklepane gagi i odsmażane kotlety. Nie mam też ochoty karmić tą ciężkostrawną papką moich dzieci. Raz na jakiś czas daję się jednak namówić - jak się tym razem okazało, na szczęście.


„Żółwik Sammy" to historia ukazująca losy tytułowego bohatera od chwili narodzin, aż do momentu, gdy przychodzi mu czuwać nad wykluwającymi się z jajek wnuczętami. Przygody sympatycznego bohatera przedstawione zostały jako retrospekcja - narratorem jest kilkudziesięcioletni już Sammy, któremu zebrało się na wspomnienia. A przyznać trzeba, że ma co wspominać. Trudy, ale i bohaterstwo w dniu narodzin (uratował z ptasiego dzioba żółwinkę Karolinę, która, jak się można domyślić, pojawi się jeszcze w jego życiu), wspólne lata spędzone na drewnianej tratwie z przyjacielem Jaśkiem (żółwiem skórzastym), katastrofa ekologiczna, schwytanie w sieci, rozstanie z Jaśkiem, pobyt w hippisowskiej osadzie, ponowne spotkanie z Karoliną i jeszcze jedno rozstanie, udana próba realizacji wielkiego marzenia, jakim było opłynięcie świata dookoła, a wreszcie odnalezienie dwojga przyjaciół i doczekanie się dziesiątek wnucząt - to naprawdę spore osiągnięcia jak na żółwia morskiego. Tego wszystkiego Sammy dokonał w 50 lat, a jednak trudno określić go mianem superbohatera. Idąc za głosem serca, marzeniami, napotykał na przeciwności i stawiał im czoła, przeżywał chwile trudne, ale też piękne.

 

Żółwik Sammy

Sammy i Jasiek na tratwie


Sammy nie posiada mocy nadprzyrodzonych, a do tego, mimo że jest stworzeniem z bajki, to blisko mu nie tylko do pierwowzoru ze świata przyrody (choć warto uświadomić małym widzom, że sporo tu „naciągania"), ale też do dziecięcego sposobu postrzegania rzeczywistości i zachowań. Jest odważny (czasem odwaga ta graniczy z ryzykanctwem), nieco naiwny, wierny przyjaciołom i gotowy stanąć w ich obronie. Zdecydowanie można powiedzieć, że trudno go nie lubić.


Twórcy filmu sprawnie wykorzystali pozytywnego bohatera i jego opowieść do przekazania treści związanych z zagrożeniami ekologicznymi, z koniecznością dbania o środowisko i konsekwencjami nieodpowiedzialnych działań. Mamy więc motyw wycieku ropy, wyrzucania śmieci do oceanu i polowania na wieloryby. I choć słowo „wykorzystali" może nasuwać negatywne skojarzenia, w tym wypadku udało się uniknąć nadmiernego dydaktyzmu czy sztuczności. Dzieci z zaciekawieniem śledzą akcję, niekiedy zadają pytania, co oznacza, że udało się skupić ich uwagę, a do tego wzbudzić ciekawość. A udało się, gdyż najwyraźniej stworzono ten film naprawdę dla dzieci, a nie po to, by towarzyszący im rodzice świetnie się bawili (choć muszę przyznać, że nie mogę uznać czasu spędzonego w kinie za stracony).

 

Żółwik Sammy

Sammy w kolorowym podwodnym świecie


Mimo że opowieść o Sammym nie jest epokowym dokonaniem światowej kinematografii, ogląda się ją z przyjemnością. Piękne kolory, wypadający naprawdę dobrze w morskich głębinach efekt 3D, a do tego sympatyczni i, jak na zwierzęta wodne bardzo ludzcy bohaterowie oraz hippisowskie rytmy i znane szlagiery sprawiają, że film ogląda się naprawdę dobrze.


Ewa Świerżewska

(04.10.2010)

 

nasza ocena:

Ocena portalu Qlturka.pl 4

 

 

Żółwik Sammy
Reżyseria: Ben Stassen
Scenariusz: Domonic Paris
Belgia, 2010

data polskiej premiery: 1.10.2010

dystrybucja: Forum Film

sugerowany wiek: 4+

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Janosik. Podszewka mitu - recenzja spektaklu „Janosik. Naprawdę prawdziwa historia”

Spektakl „Janosik. Naprawdę prawdziwa historia” powstał w efekcie projektu, w którym oprócz...


Dziecko w Starym Kinie, część IX - Awangarda filmowa, czyli eksperymenty w kinie francuskim

W kolejnej części cyklu zajmiemy się kinem francuskim lat dwudziestych, kiedy to pojawił się w filmie nurt...


Zaczarowany spektakl, co w magiczne warsztaty się przerodził – recenzja przedstawienia „Beata co Leśmianem gada”

Okazuje się, że wystarczy jedna aktorka, by „ożywić" wszystkie postacie występujące w sztuce. Jeśli ma do...


Jedna premiera w miesiącu to za mało – rozmowa z Małgosią J. Berwid, „mamą” „Molików Książkowych” i nie tylko

Na temat oglądania telewizji mam krótką teorię, którą skutecznie wprowadziłam we własnym domu - sprawdziła...


Logika – tak, byle z sercem – recenzja spektaklu „Królowa Śniegu” w Teatrze Baj

Zwykle z rezerwą podchodzę do „Królowej Śniegu”, a to dlatego, że niepokoi mnie wydźwięk tej baśni....


Zabawy w zgadywanki
Nic nie zastąpi dziecku bezpośredniego kontaktu z rodzicem i wspólnej zabawy, do której potrzeba tylko… chę...
Edukacyjny powrót do korzeni
Edukacja domowa – w skrócie ED - nie jest nowinką. Obowiązek szkolny został wprowadzony około stu lat temu ...
Nieśmiałość - czy jest się czym martwić?
Nieśmiałość w dzisiejszych czasach bardzo często postrzegana jest jako wada, utrudniająca, a czasem nawet u...
Jak czytać? - druga część poradnika czytania dzieciom
W części I przedstawiliśmy wiele dowodów na potwierdzenie tezy, że warto czytać dzieciom książki, zachęcają...

Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.

Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Mity greckie: Opowieści z zaczarowanego lasu. Trzy złote jabłka