Udostępnij

Tam, gdzie konsternacja miesza się z zachwytem – recenzja spektaklu „Alicja w Krainie Czarów”

Dodano: 2012-01-27

Jeśli ktoś uwielbia „Alicję w Krainie Czarów" tak jak ja, to po wizycie w Teatrze Miniatura w Gdańsku może być nieco rozczarowany. Spektakl jest raczej inspirowany powieścią Lewisa Carolla, niż jej sceniczną inscenizacją. Adaptacja Dariusza Czajowskiego powinna raczej zaczerpnąć tytuł z recenzji autorstwa Łukasza Rudzińskiego napisanej dla portalu Trojmiasto.pl - „Alicja w Krainie Muzyki".

 

Jedyne co pozostaje z oryginału to imię Alicji, jej bezustanne zmiany wzrostu oraz małe drzwiczki do tajemniczego ogrodu. Natomiast cała historia to podróż do świata dźwięków w celu ocalenia Harmonii, na której życie czyha zła, rozkrzyczana królowa Kakofonia. Aby zapobiec tragedii i nie pozwolić zamienić harmonijnych melodii w komputerową rąbankę, Alicja musi zdobyć trzy klucze - wiolinowy, sopranowy i basowy - i sprawić, by nie wpadły one w ręce złej królowej. W świecie stworzonym przez reżyserski duet - Jerzego Jana Połońskiego i Jarosława Stańka - wszyscy mają bzika na punkcie muzyki: Strażnik Żaba rapuje, Suseł jest bluesmanem, Zając kocha muzykę pop, Kapelusznik jest zagorzałym rockmanem, a kucharka DJ'ką miksującą elektroniczną papkę dla królowej Kakofonii. Alicja także musi śpiewać, aby poznać tajemnicę niezwykłego świata, do którego dostała się wpadając - nie, jak w powieści, do króliczej nory - lecz do starego gramofonu stojącego na domowym strychu.

 

I powiem szczerze, to rozśpiewane towarzystwo budziło na początku konsternację i musiało minąć trochę czasu, nim udało mi się oswoić z tą konwencją. Nie żeby piosenki były nieciekawe czy źle wykonane - tym bardziej, że zespół Miniatury pierwszy raz zdecydował się na śpiewanie na żywo (bez playbacku!) i to z całkiem dobrym efektem! Po prostu konwencja, w której miesza się nieskończona ilość muzycznych stylistyk i wszystkie dialogi są zaśpiewane (właściwie nie ma scen mówionych!) zamienia się w pewnym momencie w... kakofonię. O ile mnie, osobie dorosłej, udało się w końcu z tą konwencją oswoić, o tyle mój czteroletni syn zatkał w pewnym momencie uszy i zapytał - „Mamo, dlaczego tu jest taki hałas? Jestem zmęczony!".

 

Alicja w Krainie Czarów

 

To, czego spektaklowi na pewno nie można odmówić to niezwykle piękna inscenizacja. Scenografia i zrobione z ogromnym rozmachem kostiumy (autorstwa Evy Farkasovej) to małe dzieła sztuki. Zachwyt budzi zarówno zielony Pan Gąsienica z wielką fajką wodną, jak i śnieżnobiały Zając biegnący po scenie z drgającymi, usztywnionymi połami fraka, posągowa księżna Harmonia, mroczna, odziana w czarne lateksowe getry i tiulową sukienkę królowa Kakofonia czy w końcu Strażnik Ryba, który w podzięce za gorliwą służbę u Królowej Kakofonii zostaje ścięty i w drugiej części spektaklu pojawia się już bez głowy.

 

Alicja w Krainie Czarów2

 

Natomiast projekcje wideo w wykonaniu Dawida Kozłowskiego w bardzo pomysłowy sposób pokazują szalone zmiany rozmiarów Alicji, która jak w powieści, raz maleje, a raz rośnie po spożyciu tajemniczych ciasteczek i płynów. Ważną rolę w spektaklu pełnią (również rozśpiewane) koty, a na ich czele niezwykle wygimnastykowany - prawdziwy akrobata - Kot z Chashire (w tej roli Dawid Sęk).

 

Jak mówi stare powiedzenie „lepsze jest wrogiem dobrego" i w tym wypadku nie jestem pewna, czy faktycznie twórcy z Teatru Miniatura trochę nie przedobrzyli z nadmiarem środków inscenizacyjnych i pomysłów. Dla czterolatka spektakl okazał się męczący i niezrozumiały, dla mnie, dorosłej miłośniczki „Alicji w Krainie Czarów", trochę pretensjonalny. Ale być może po prostu nie byliśmy dobrą grupą docelową, bo niewątpliwie autorzy mieli swój, bardzo oryginalny i konsekwentnie zrealizowany pomysł. Idea, by ocalić świat muzyki przed zamianą w hałaśliwą papkę to w końcu bardzo szczytna idea.

 

Urszula Morga

 

Ocena:

Ocena portalu Qlturka.pl 3

 

Alicja w Krainie Czarów

Dariusz Czajkowski

na podstawie powieści Lewisa Carrolla

Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku

 

Reżyseria - Jerzy Jan Połoński; Jarosław Staniek
Scenografia - Eva Farkasova
Choreografia - Jarosław Staniek
Muzyka - Michał Kowalczyk
Projekcje video - Dawid Kozłowski
Asystent reżysera - Jakub Ehrlich

 

Sugerowany wiek: 6+

 

 

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Warto przeczytać

Los Mikołaja zmusza do myślenia – recenzja filmu „Święty Mikołaj”

Po obejrzeniu fińskiego filmu „Święty Mikołaj” miałam nie lada problem z jego oceną i jednoznaczną opinią o...


Podróż sentymentalna – recenzja filmu „Kubuś i przyjaciele”

Od pierwszej animacji Walta Disneya z Kubusiem Puchatkiem minęło ponad 35 lat. W tym czasie widzowie mogli podziwiać misia o...


Rozśpiewane barwy tęczy - recenzja spektaklu "Zielony wędrowiec"

Stworia - miejsce z pozoru idealne, zamieszkane przez szare stworzenia nieświadome istnienia innych barw, ale w tej...


Niezbyt groźny Król i mało cudowny ptak – recenzja spektaklu „Król Zofius i Cudowna Kura”

Z okazji Dnia Dziecka Teatr Lalek Pleciuga ze Szczecina przygotował bogaty program, trwający kilka dni. Znalazły się w nim...


Dziecko w Starym Kinie, część IX - Awangarda filmowa, czyli eksperymenty w kinie francuskim

W kolejnej części cyklu zajmiemy się kinem francuskim lat dwudziestych, kiedy to pojawił się w filmie nurt...


Wychowanie bez klapsa
Letnie niedzielne popołudnie na placu zabaw przepełnione było odgłosami roześmianych dzieci i słodkim zapac...
Warto mówić do malucha
Czy warto mówić do dziecka tuż po urodzeniu? Zdecydowanie tak! A nawet wcześniej. Słuchanie głosu mamy już ...
Brak magii, morału, pokazywanie uczuć – rozmowa o bajkoterapii z Katarzyną Klimowicz
Opowieść terapeutyczna, nawet jeśli dzieje się w przestrzeni magicznej, baśniowej, musi odwoływać się do pr...
Przetrwać przy ognisku, czyli przedszkole po duńsku
Przyjeżdżając do Danii, my Polacy najczęściej mamy wrażenie, że wkraczamy do wyższej cywilizacji. Kraju lep...

Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.

Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców

Przetrwać przy ognisku, czyli przedszkole po duńsku

Przyjeżdżając do Danii, my Polacy najczęściej mamy wrażenie, że wkraczamy do wyższej cywilizacji. Kraju lepiej rozwiniętego, zasobniejszego w dobra materialne i intelektualne. (...)

Opowieści z zaczarowanego lasu cz.3 Złotodajna moc