Jeśli ktoś uwielbia „Alicję w Krainie Czarów" tak jak ja, to po wizycie w Teatrze Miniatura w Gdańsku może być nieco rozczarowany. Spektakl jest raczej inspirowany powieścią Lewisa Carolla, niż jej sceniczną inscenizacją. Adaptacja Dariusza Czajowskiego powinna raczej zaczerpnąć tytuł z recenzji autorstwa Łukasza Rudzińskiego napisanej dla portalu Trojmiasto.pl - „Alicja w Krainie Muzyki".
Jedyne co pozostaje z oryginału to imię Alicji, jej bezustanne zmiany wzrostu oraz małe drzwiczki do tajemniczego ogrodu. Natomiast cała historia to podróż do świata dźwięków w celu ocalenia Harmonii, na której życie czyha zła, rozkrzyczana królowa Kakofonia. Aby zapobiec tragedii i nie pozwolić zamienić harmonijnych melodii w komputerową rąbankę, Alicja musi zdobyć trzy klucze - wiolinowy, sopranowy i basowy - i sprawić, by nie wpadły one w ręce złej królowej. W świecie stworzonym przez reżyserski duet - Jerzego Jana Połońskiego i Jarosława Stańka - wszyscy mają bzika na punkcie muzyki: Strażnik Żaba rapuje, Suseł jest bluesmanem, Zając kocha muzykę pop, Kapelusznik jest zagorzałym rockmanem, a kucharka DJ'ką miksującą elektroniczną papkę dla królowej Kakofonii. Alicja także musi śpiewać, aby poznać tajemnicę niezwykłego świata, do którego dostała się wpadając - nie, jak w powieści, do króliczej nory - lecz do starego gramofonu stojącego na domowym strychu.
I powiem szczerze, to rozśpiewane towarzystwo budziło na początku konsternację i musiało minąć trochę czasu, nim udało mi się oswoić z tą konwencją. Nie żeby piosenki były nieciekawe czy źle wykonane - tym bardziej, że zespół Miniatury pierwszy raz zdecydował się na śpiewanie na żywo (bez playbacku!) i to z całkiem dobrym efektem! Po prostu konwencja, w której miesza się nieskończona ilość muzycznych stylistyk i wszystkie dialogi są zaśpiewane (właściwie nie ma scen mówionych!) zamienia się w pewnym momencie w... kakofonię. O ile mnie, osobie dorosłej, udało się w końcu z tą konwencją oswoić, o tyle mój czteroletni syn zatkał w pewnym momencie uszy i zapytał - „Mamo, dlaczego tu jest taki hałas? Jestem zmęczony!".

To, czego spektaklowi na pewno nie można odmówić to niezwykle piękna inscenizacja. Scenografia i zrobione z ogromnym rozmachem kostiumy (autorstwa Evy Farkasovej) to małe dzieła sztuki. Zachwyt budzi zarówno zielony Pan Gąsienica z wielką fajką wodną, jak i śnieżnobiały Zając biegnący po scenie z drgającymi, usztywnionymi połami fraka, posągowa księżna Harmonia, mroczna, odziana w czarne lateksowe getry i tiulową sukienkę królowa Kakofonia czy w końcu Strażnik Ryba, który w podzięce za gorliwą służbę u Królowej Kakofonii zostaje ścięty i w drugiej części spektaklu pojawia się już bez głowy.

Natomiast projekcje wideo w wykonaniu Dawida Kozłowskiego w bardzo pomysłowy sposób pokazują szalone zmiany rozmiarów Alicji, która jak w powieści, raz maleje, a raz rośnie po spożyciu tajemniczych ciasteczek i płynów. Ważną rolę w spektaklu pełnią (również rozśpiewane) koty, a na ich czele niezwykle wygimnastykowany - prawdziwy akrobata - Kot z Chashire (w tej roli Dawid Sęk).
Jak mówi stare powiedzenie „lepsze jest wrogiem dobrego" i w tym wypadku nie jestem pewna, czy faktycznie twórcy z Teatru Miniatura trochę nie przedobrzyli z nadmiarem środków inscenizacyjnych i pomysłów. Dla czterolatka spektakl okazał się męczący i niezrozumiały, dla mnie, dorosłej miłośniczki „Alicji w Krainie Czarów", trochę pretensjonalny. Ale być może po prostu nie byliśmy dobrą grupą docelową, bo niewątpliwie autorzy mieli swój, bardzo oryginalny i konsekwentnie zrealizowany pomysł. Idea, by ocalić świat muzyki przed zamianą w hałaśliwą papkę to w końcu bardzo szczytna idea.
Urszula Morga
Ocena:

Alicja w Krainie Czarów
Dariusz Czajkowski
na podstawie powieści Lewisa Carrolla
Miejski Teatr Miniatura w Gdańsku
Reżyseria - Jerzy Jan Połoński; Jarosław Staniek
Scenografia - Eva Farkasova
Choreografia - Jarosław Staniek
Muzyka - Michał Kowalczyk
Projekcje video - Dawid Kozłowski
Asystent reżysera - Jakub Ehrlich
Sugerowany wiek: 6+
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.
Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców
Przyjeżdżając do Danii, my Polacy najczęściej mamy wrażenie, że wkraczamy do wyższej cywilizacji. Kraju lepiej rozwiniętego, zasobniejszego w dobra materialne i intelektualne. (...)