Zawsze z nadzieją i pewną radością przyjmuję informację o pojawieniu się europejskiego filmu dla dzieci. Nie inaczej było w chwili, gdy dowiedziałam się o premierze „Rysia i spółki". Tematyka, reklamowana w niektórych miejscach jako „ekologiczna", postacie, które zapowiadały się sympatycznie, a przede wszystkim nie Pixar czy Dream Works z kolejnym sequelem, a wytwórnia ze starego kontynentu.
Szkoda, że już w pierwszych minutach przestałam mieć złudzenia. Dążenie twórców do tego, by film można było postawić w jednym szeregu z „Epokami Lodowcowymi", „Shrekami" i „Kung Fu Panda" widać gołym okiem - cóż, jeśli to miała być jego mocna strona, to się nie udało. Nie ma się co oszukiwać - gdy chodzi o technologię, kinu europejskiemu daleko do zaawansowanych technik stosowanych w USA.
Jeśli zaś chodzi o fabułę - cóż... Historia zapowiada się nawet ciekawie i zabawnie. Główny bohater - Ryś Ryszard, który mieszka w parku narodowym, co i rusz trafia do ośrodka, w którym leczone są dzikie zwierzęta. Wszyscy świetnie znają tam tego już niemal oswojonego pechowca, przedstawiciela ginącego gatunku. Pewnego razu inny stały bywalec przybytku, Kameleon Leon - cierpiący na manię prześladowczą i problemy z kamuflażem, rozsiewa plotkę, że ludzie już na zawsze chcą zamknąć zwierzęta w azylu (o czym świadczyć mają coraz lepsze zabezpieczenia obiektu).
Szybko się jednak okazuje, że chodzi nie o chęć odizolowania zwierząt od środowiska naturalnego, a uchronienie ich przed kradzieżą. Tak, bo na dzikie stworzenia czyha groźny myśliwy - Warczak, pracujący wraz bandą zamaskowanych najemników na zlecenie ekscentrycznego bogacza, o znajomo brzmiącym imieniu - Noe.
Dorosły widz zaczyna domyślać się, że może chodzić o plan stworzenia współczesnej arki, a Warczak strzela do zwierząt nabojami usypiającymi, nie ostrą amunicją, jednak dzieci, szczególnie te młodsze, reagują dość nerwowo. Zachowanie myśliwego przepełnione jest agresją, której nie łagodzą nawet mało śmieszne sytuacje, kiedy to w najmniej oczekiwanej chwili dzwoni telefon komórkowy.
Zgodnie ze schematem, w filmie pojawia się też uczucie - do azylu trafia dzika samica rysia, Krysia, która natychmiast wpada w oko Ryszardowi. To dla niej będzie musiał wraz z przyjaciółmi przeprowadzić niełatwą operację poszukiwawczą, by wyzwolić ukochaną z rąk porywaczy. Ten wątek, jak wszystkie inne (no może z wyjątkiem dalszych losów Warczaka i wątpliwego pomysłu arki) - kończy się szczęśliwie, tzn. małym rysiem.
Opowiastka, na której osnuto film jest dość błaha i mało pociągająca, może z wyjątkiem jednego wątku - postaci Noego. Ten bogacz, doświadczony w przeszłości przez ludzi (za to, że rozumiał mowę zwierząt, został wtrącony do więzienia), obserwując zagrożenia, jakie dla dzikich zwierząt stwarza współczesny świat, postanowił wyłapać po parze z każdego gatunku, i nowoczesnym statkiem przewieźć na odległą wyspę. Nie zdawał sobie sprawy, że jego plan ma wiele wad, dodatkowo zatrudnił do jego realizacji niewłaściwą osobę. Co godne pochwały, w rozmowie ze zwierzętami potrafił przyznać się do błędu i, w miarę możliwości, naprawić go. Szczerze mówiąc, to jedyny pozytywny akcent w tym filmie - coś, co zapada w pamięć, w przeciwieństwie do gagów, które jednym uchem wpadają, drugim wypadają, nie zostawiając żadnego śladu.
Szkoda, że znów okazało się, iż stworzenie dobrego filmu dla najmłodszych widzów to sprawa tak trudna. Nie wystarczy kilkoro miłych bohaterów (trzeba przyznać, że Ryszard i spółka są naprawdę sympatyczni) i seria żartów (czasem dość niewybrednych) - ważna powinna być myśl, a także dostosowanie przekazu do wieku odbiorcy. Ja jednak nie tracę nadziei - jeśli jest „Magiczne drzewo", „Czarodziejka Lili: Smok i magiczna księga", będą kolejne dobre filmy, na które bez obaw zabiorę moje dzieci. Czego i Państwu życzę!
Ewa Świerżewska

Ryś i spółka
reż. Raul Garcia, Manuel Sicilia
prod. Kandor Graphics, Hiszpania 2008
Polska premiera: 30.07.2010
Dystrybucja w Polsce: Kino Świat
sugerowany wiek: 6+
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka pokazuje nam - rodzicom, świat widziany oczyma dziecka. Jest to nieoceniona pomoc w jego zrozumieniu!
Edyta Jungowska, aktorka, wydawca książek Astrid Lindgren w wersji audio
Od zawsze miałam ambiwalentne uczucia w stosunku do świąt, które nie są zadomowione w naszej rodzimej tradycji, a obchodzenie ich to często wyraz mody na to, co zachodnie. W tym roku (...)