Opowieść rozpoczyna się niemal jak kryminał, budując od samego początku tajemnicze, wciągające napięcie. Bo wyobraźmy sobie, że ciemną nocą wyrywa nas ze snu długie i głośne miauczenie, pochodzące zza okna. Prawda, że niejednego wprawiłoby w niepokój, a na pewno wywołałoby zdziwienie i zaciekawienie?
Powiem już, dla dobra recenzji, że tym nocnym gościem okazał się kot i nie był on wcale wytworem sennych wyobraźni. Wyjątkowo „puszysty" czy, nie operując eufemizmami, grubaśny. Sprawa wydaje się wyglądać na prostą i tłumaczyć zgrabnie ową grubość - pewnie kot lubi jeść, jak błyskawica przechwytuje bowiem zaproponowaną mu przez Billy'ego rybę i pałaszuje ją pod stołem, potem wcina drugą... Faktycznie - łakomczuch! Powód zgrubienia może też być inny i tak rzeczywiście jest - kot (a właściwie kocica) ma za chwilę... urodzić kocięta!
Opowieść pozornie tylko jest prosta, tak naprawdę zawiera nieprzewidziane zwroty akcji (narodziny kociaków, alergiczna przypadłość mamy Lotty), na które nawet w tak niewielkiej książce znalazło się miejsce. Ale ważniejsze od tych zaskakujących momentów jest to, że książka tak wyraziście mówi o emocjach, o tym, że emocjonalne walki mogą się rozgrywać i rozgrywają w każdym, również dziecku. Że trudnych wyborów trzeba dokonywać nawet dziecięciem będąc. Że te emocje są skomplikowane.
To książka o tym, jak łatwo można się przywiązać. Że człowiek (w tym mały) tego swojego przywiązania chce strzec jak oka w głowie, nawet chroniąc przed przyjaciółmi (a nuż obiekt przywiązania zechce zmienić właściciela?!); że może się obawiać, iż ktoś to coś (kota) zechce mu zabrać; że czasem człowiek nie tyle posuwa się do kłamstwa, co nie chce mówić prawdy, omijając ją jak najszerszym łukiem, bo to grozi niechcianymi konsekwencjami, a przynajmniej wyobrażeniem ich; że można zazdrościć (zwłaszcza, gdy doświadczyło się już miękkości kociego futerka - trudno wtedy pogodzić się z tym, że należy ono do kogoś innego, do innego szczęściarza); że jest nadzieja na spełnienie pragnień, ale gdy spełnienie jest tuż tuż ... czasem trzeba z nich zrezygnować. Nie tyle trzeba, ile dokonując wyboru, tak jak Billy - często człowiek kieruje się ważnymi dla siebie wartościami, np. przyjaźnią i ona zwycięża. Nawet jeśli ci przyjaciele czasem się złoszczą, nie są idealni... W końcu jest to książka o tym, że wybory, zwłaszcza między dwiema przyjemnymi, ważnymi sprawami, to prawdziwy dylemat!
kliknij, aby powiększyć
Ilustracje doskonale odzwierciedlają treść (można je czytać jak tekst!), współgrają z nim; postacie wzbudzają sympatię, wydają się być bliskie i takie swojskie - mamie daleko do ideału i wyglądu modelki z pierwszych stron gazet, przyciąga za to uwagę swoją nieco dziwną fryzurą i domowym strojem. Billy tylko do spania zdejmuje nakrapiany berecik, a Lotta... chyba faktycznie potrafi dać swoją złością do wiwatu, ale wygląda na świetną kumpelkę. Mały Kim... zresztą zobaczcie sami. I przeczytajcie. O tajemnicy kryjącej się pod rudym futerkiem.
Anna Lubowicka
nasza ocena:


Billy i tajemniczy kot
Birgitta Stenberg
il. Mati Lepp
przeł. Hanna Dymel-Trzebiatowska
wyd. EneDueRabe, 2010
sugerowany wiek: 3+

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka
"Dzieci i ryby nie mają głosu"."Co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie". Tyle razy słyszałem w dzieciństwie te frazy, że prawie w nie uwierzyłem. (...)