Pierwsza myśl - jak to dobrze, że moje dzieci nie są chore, druga - jaka piękna książka, trzecia - jaka ważna, potrzebna i dająca nadzieję opowieść. A są to myśli złapane jeszcze w locie, naprędce po przeczytaniu powieści Wojciecha Widłaka pt. „Dwa serca anioła".
Wzruszyłam się nie raz, zamyśliłam wielokrotnie, dziesiątki razy wgapiałam się w czerwono-niebieskie ilustracje Pawła Pawlaka i czekałam, kiedy anioł wreszcie przemówi. Nie przemówił. Może to i dobrze, bo fakt taki odebrałby realności powieści, a tak pozostaje mi wiara, że przygody Drakuli (jak nazywają go koledzy z podwórka) wydarzyły się naprawdę. Albo jeszcze komuś się przydarzą.
„Dwa serca anioła" to historia Romka, który ma bardzo poważną wadę serca - nieoperacyjną. Chłopiec jest blady, słaby, nie może bawić się z rówieśnikami, ale jednak nie jest pozbawiony pogody ducha. Dla jego mamy każdy dzień to dar, który jest jednocześnie bolesnym oczekiwaniem... Pewnego dnia Romek poznaje pana Felicjana - sąsiada z tej samej kamienicy, który porusza się (z pomocą pielęgniarki) na wózku inwalidzkim. Dwaj chorzy stają się przyjaciółmi. Chłopiec wiele dowiaduje się o życiu i świecie od starszego pana, a pan Felicjan zyskuje przybranego wnuka.
Akcja książki zmienia gwałtownie bieg, gdy okazuje się, że jest nadzieja dla Romka - w Stanach Zjednoczonych można wykonać operację, ale koszty badań i pobytu są nieosiągalne dla jego mamy. Do akcji wkracza telewizja i... pan Felicjan, choć dopiero po swoim cichym odejściu. Odszedł, by ratować życie...
Nie znajdziemy w tej książce anatomicznych opisów czy medycznych przyczyn powstania choroby - choć w takiej sytuacji wizyty w szpitalach stają się treścią życia - nie ona, na szczęście, interesowała autora. Znajdziemy za to obraz wesołego, ciekawego świata chłopca, który z dystansu potrafi spojrzeć na swoją chorobę. Zna swoje ograniczenia, ale raczej się nie buntuje, a jedynie stara się je sobie na swój dziecięco-naiwno-mądry sposób tłumaczyć. Bywa silniejszy od swojej mamy... Jest to książka przede wszystkim o przyjaźni, o życiu tu i teraz, o aniołach, które nad nami czuwają (a na pewno nad tymi, którzy w nie wierzą), o ważnych sprawach, które często trudno jest odróżnić od tych mniej ważnych. To książka pięknie napisana, którą czyta się jednym tchem, ale pamięć o niej starczy na jeszcze wiele, wiele „tchów".
Paweł Pawlak - nieodłączny towarzysz literatury Wojciecha Widłaka narysował dwa serca: jedno takie prawie anatomiczne, a drugie z zawijasami i bogatą „ornamentyką", jeśli można to tak ująć. Już po kilku stronach książki dowiadujemy się, że takie „pokręcone" serce należy do Romka. Krew w nim nie jest prawidłowo pompowana i przez to chłopiec gorzej się rozwija i nie jest w pełni sprawny. I w takiej tętniczo-żylnej kolorystyce, gdzie krew żylna jest ciemnoniebieska, a tętnicza czerwona, zachowana jest cała książka. Włącznie z czcionką. I ta kreska Pawlaka, która często mnie bawi, a tutaj, mimo swej całej charakterystyki, pozostawia w powadze.
Tyle już tutaj napisałam o tej książce, ale tak naprawdę brak mi słów. Zachwyt, po prostu zachwyt i wzruszenie.
P.S. Książka została wyróżniona główną nagrodą konkursu 20. Wrocławskich Promocji Dobrych Książek - Piórem Fredry.
Agata Hołubowska
Nasza ocena


Dwa serca anioła
Wojciech Widłak
Il. Paweł Pawlak
Wyd. Media Rodzina 2011
Wiek 5+

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.
Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola
Od czasu do czasu zdarza mi się zobaczyć, będąc w gościnie, jakiś pokój dziecięcy i jestem zaniepokojona, a może nawet zasmucona. Dookoła pełno zabawek, ładne mebelki, kolorowe (...)