Napiszę krótko: po lekturze tej książki zaczęłam się poważnie zastanawiać, czy nie wyjechać na dłużej do Szwecji. Trudno chyba o lepsze warunki socjalne niż w tym kraju...
Przed takim dylematem stanęła rodzina państwa Majewskich. Ich najstarsza córka, Natalka, przeciwstawiała się pomysłowi. Nie chciała wyjeżdżać ze swojego ukochanego Krakowa i zostawiać w nim nie tylko szkoły, przyjaciółek i dziadków, ale także zespołu tanecznego Ósemka, w którym doskonaliła się w hip-hopie. Dla nastolatki to jest prawdziwa katastrofa: zmienić całkowicie środowisko, a do tego w innym kraju, którego języka się nie zna?! Młodsze dzieci chyba łatwiej radzą sobie z takimi zmianami, a przede wszystkim nie obawiają się aż tak bardzo oceny rówieśników.
Jednak stało się. Rodzice podjęli decyzję i nie było odwrotu. W sierpniu wszyscy zjawili się w niewielkim miasteczku w środkowej Szwecji. Bracia Natalki, Franek i Bartek, podekscytowani faktem, że będą teraz bliżej świętego Mikołaja i mieszkają w domu podobnym do tego z filmu o Pippi, bez problemu godzą się na nową rzeczywistość. Rodzicom też nie jest najgorzej: za krótszy czas pracy w szpitalu dostają lepsze wynagrodzenie niż w Polsce, a mają więcej czasu dla swych dzieci. Tylko Natalce jest trudno... Jednak wszystko z czasem się układa: poznaje nowe koleżanki (szczególnie związana jest z Kariną - Polką poruszającą się na wózku inwalidzkim), potrafi się już porozumieć po szwedzku, przywyka do specyficznych potraw, wpada w szkolny rytm i wreszcie - tańczy ulubiony hip-hop w szkolnym zespole, przyczyniając się do jego sukcesu na deskach lokalnego domu kultury. Gdzieś w to wszystko uwikłany jest jeszcze pewien przystojniak o imieniu Mats...
Jest więc w książce „Moje Bullerbyn" Barbary Gawryluk wszystko, co może zainteresować młodych czytelników (czy raczej czytelniczki): problem akceptacji wśród rówieśników, zmiana środowiska, inna kultura, nowe wyzwania, pasja, która dodaje skrzydeł, przyjaźń, zalążek miłości, relacje rodzinne, wreszcie spotkanie z osobą starszą (sąsiadka o imieniu Selma) i niepełnosprawną (Karina). Historia opowiedziana wartkim, młodzieżowym i prostym językiem. Jak już się zacznie, to trudno się oderwać. Mniej wprawnie (a szkoda) stworzone są ilustracje autorstwa Natalii Talarek. Za to tekst - cacuszko! Czyta się go z prawdziwą przyjemnością i zachłannością.
Agata Hołubowska*
nasza ocena


Moje Bullerbyn
Barbara Gawryluk
il. Natalia Talarek
wyd. Akapit Press, Łódź 2010
sugerowany wiek: 7+

*Agata Hołubowska (ur.1981) - z wykształcenia teatrolog i etnolog, z zamiłowania podróżniczka i fotograf-amator, a z potrzeby mama i zagorzała czytelniczka dziecięcych książek.
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych
Wychowanie przez sztukę... Jest to wspaniały, wzbudzający ogólne uznanie pomysł, który przy pełnej aprobacie kuratorów, metodyków i niezliczonych ministrów (...)