Wydawnictwo Tako zdążyło nas już przyzwyczaić do pięknie wydanych książek dla dzieci w kolekcji OQO. Nieznani w Polsce autorzy i ilustratorzy z Półwyspu Iberyjskiego mają szansę przedstawić się polskim czytelnikom. Po marcowym (2011) wysypie aż czterech pozycji przyszedł czas na kolejne cztery. Wśród nich jest współczesna adaptacja tradycyjnego portugalskiego opowiadania pt. „Biegnij dynio, biegnij".
Już sam tytuł jest intrygujący, a zaraz po nim okładka, na której widnieje... tytułowa dynia. Biegnąca na nogach obutych w czerwone pantofle na obcasach i rajstopach w kratkę lub tzw. „kabaretkach" - jak kto woli. Otwieram książkę - na wyklejce kilkadziesiąt dyń z wyciętymi otworami jak na Halloween. Już po chwili staje się jasne, że próba interpretacji w tym kierunku zwiedzie mnie na manowce. Nie o takie dynie chodzi, choć będzie tu nieco o strachu...

Otóż w domku na wsi żyła sobie babcia, która pewnego dnia otrzymała od wnuczki zaproszenie na ślub. Wyruszyła zaraz w drogę, ale po drodze spotkała wilka, niedźwiedzia i lwa, a każdy z nich głodny i z apetytem patrzący na staruszkę. Przed natychmiastowym pożarciem uratowało babcię zapewnienie każdej z bestii, że po powrocie z wesela będzie grubsza, więc lepiej poczekać. Zwierzęta się po kolei zgodziły i tym sposobem staruszka szczęśliwie dotarła na wesele, na którym wywijała sążniste hołubce. Rychło zbliżający się koniec zabawy przypomniał babci o czekającym na nią niebezpieczeństwie. Wnuczka zachowała spokój, bo też i pomysł na uratowanie swej krewnej miała przedni: kazała się jej schować w wielkiej dyni, którą potoczyła drogą. Do toczącej się dyni każdy z drapieżników zagadał: „Powiedz, powiedz, dynio miła, babcia tędy przechodziła?". I owa babcia z wnętrza dyni w równie wdzięczny i rymowany sposób odpowiadała, że nie, kończąc wypowiedź słowami: „Biegnij dynio, biegnij, trzymaj się swej dróżki!". Przechytrzyła babuleńka trzy groźne bestie, które nie dość, że głodnymi pozostały, to jeszcze się strachu z powodu gadającej dyni najadły co niemiara. I być może tutaj jest rozwiązanie zagadki dyń halloweenowych - o takich strachach śnili potem wilk, lew i niedźwiedź.
Jest to bajka o sprycie i potędze wyobraźni. O tym, że nie ostre zęby i silne mięśnie, a dobry pomysł potrafią zwyciężyć. To zupełnie tak, jak w naszej rodzimej legendzie o smoku wawelskim, w której sprytny młody szewczyk okazał się lepszym przeciwnikiem bestii niż dziesiątki rycerzy przed nim. Tutaj stawką było „tylko" życie staruszki. Bo i o woli życia jest to również bajka.

Książka, jak wszystkie pozycje z serii OQO, jest bogato ilustrowana. Właściwie cała historia w opowiedziana jest obrazach, stając się tym samym przekazem uniwersalnym, ponadnarodowym. Ilustracje André Letrii są bardzo wyraziste. Artysta odważnie posługuje się barwami, rezygnując z konturów na rzecz grubych pociągnięć pędzlem. Tło zawsze utrzymane w barwach dyniowo-jesiennych (odcienie żółci, brązu i pomarańczu) pozwalają skupić się na przedstawieniach postaci, które raz wzbudzają sympatię (uśmiechnięta wnuczka), raz grozę (wilk, lew i niedźwiedź, a zwłaszcza ich wielkie, uzbrojone w niezliczoną ilość zębów paszcze), innym razem znów śmiech (zezowata i szczerbata babcia czy dynia na nogach). Kwestia estetyczna to zupełnie inna sprawa, ale ja doceniam kunszt artysty, jego własne widzenie dobrze zakorzenionej w kulturze portugalskiej opowieści i wyraźny przekaz do dzieci. A to jest przecież w tym wszystkim najważniejsze. Polecam szczerze!
Agata Hołubowska
nasza ocena


Biegnij dynio, biegnij
Eva Mejuto
il. André Letria
przeł. Beata Haniec
seria: kolekcja OQO
wyd. TAKO
sugerowany wiek: 3+

| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.
Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola
W prasie wrze - tym razem sen z powiek rodzicom, opiekunom, urzędnikom i kontrolerom sanepidu spędzają piaskownice. Nagle okazało się, że piaskownic nie można nazywać piaskownicami, bo od (...)