
Edyta Grabowska o sobie:
Jestem polonistką w wieku zbliżonym do średniego. Lubię pisać dla dzieci. Kiedyś wymyśliłam postać misia Bumka, który bawił radiowych słuchaczy swoimi przygodami. Od niedawna Bumek i ja mamy własną stronę internetową. Znaleźć na niej można bajki, opowiadania, zagadki i inne ciekawe rzeczy.
w Qlturce:
Zapraszamy na stronę prowadzoną przez Edytę Grabowską: www.bajkimisiabumka.pl, a poniżej krótka historia Bumka:
Nazywam się Bumek...
Bumek to skrót od określenia bury miś. Tak właśnie wyglądam. Mam bure futerko, jestem nieduży, jedno ucho mam trochę większe od drugiego, oko też i pewnie dlatego tak długo czekałem w sklepie z zabawkami, aż ktoś mnie weźmie do siebie. Nie jestem przecież ani różowy, ani puszysty, nie mam czerwonej czapeczki i szalika. Czekałem więc, czekałem, aż się doczekałem.
Pewnego pochmurnego, listopadowego dnia do sklepu weszła nieduża jasnowłosa dziewczynka. Uważnie rozejrzała się po sklepowych półkach i jej wzrok zatrzymał się od razu na mnie. Bardzo się ucieszyłem. Okazało się, że ma na imię Ela. Tego dnia miała urodziny
i postanowiła, że wyciągnie ze skarbonki oszczędności i kupi sobie sama jakiś nieduży prezent. Tym prezentem byłem właśnie ja. Ela zapłaciła w kasie, schowała mnie do kieszeni w kurtce i czerwonym autobusem pojechaliśmy do mojego nowego domu. Był piękny - nieduży, ale ciepły i bardzo przytulny. Pachniało w nim ciastem - był to przecież dzień urodzin mojej nowej przyjaciółki. Ela pokazała mnie rodzicom. Tato przyjrzał mi się
i stwierdził „O! Jaki śmieszny misiek". Mama przytuliła mnie do ciepłego policzka
i powiedziała „Ładny jesteś".
- A właściwie jak ty się nazywasz? - padło pytanie. Ela zaczęła się głośno zastanawiać: Uszatek, Puchatek, Misio.
-Bumek! - odpowiedział zdecydowanie tato - Bo przecież jest burym miśkiem.
I tak już zostało.
Po południu odbyło się przyjęcie. Ze szkoły wrócili już Jasiek i Stasiek, starsi bracia Eli. Byli bliźniakami. Nie do odróżnienia. Mieli rude czupryny i mnóstwo piegów. Przyszły też koleżanki Eli i jej babcia - wesoła, siwa starsza pani. Na stole pojawił się ogromny czekoladowy tort z płonącymi świeczkami. Ela zdmuchnęła je oczywiście za pierwszym razem. Żartom i śmiechom nie było końca aż do późnego wieczora.
I tak zakończył się pierwszy niezwykły dzień w moim nowym domu.
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Znam wiele dzieci, które są samotne. Otwierają oczy i płaczą, że nie chcą iść do przedszkola albo do szkoły. Rodzice, w biegu, pomiędzy porannym łykiem kawy a samochodem, poganiają (...)