O dwóch takich, co mnie sprowokowali

Dodano: 2010-02-09

Kiedy człowiek zaczyna natrętnie głosić apoteozę złotego wieku i wzdychać do arkadyjskiej krainy swej młodości, to znaczy, że już od wielu lat w majestacie prawa może dokonywać zakupu tytoniu i napojów alkoholowych. Oczywiście młodość jako taka jest pojęciem względnym: niegdyś dwudziestopięcioletnia siostra koleżanki z ławki wydawała się nam starą panną bez cienia szansy na zamążpójście, co ponurym szeptem omawiałyśmy na matematyce, a dziś dziewczę w takim wieku to dla mnie ledwo małolata. Na klasyfikację stary/młody zasadniczy wpływ ma własna metryka.

 

Doceniam współczesne osiągnięcia literatury i kinematografii dla dzieci, ale coś musi być na rzeczy, bo jestem wielką fanką tego, co czytałam i oglądałam w głębokich latach osiemdziesiątych. Jedną z pierwszych poważnych książek, jakie kupiłam mojemu pierwszemu dziecku, które wtedy ledwo zaczęło siedzieć, był "Brzechwa dzieciom" i "Lokomotywa", przepiękne reprinty wydań zapamiętanych z dzieciństwa. Tuwima pozwoliłam czytać samodzielnie, dlatego teraz wygląda jak po przejściu tornado nad biblioteką, Brzechwę schowałam i wyjmowałam tylko od święta, nie wypuszczając z rąk i chowając pospiesznie, gdy mały czytelnik zaczynał ku niej pełznąć z błyskiem w oku i otwartym dziobem. Dzięki temu wygląda jak prosto z księgarskiej półki, tzn. wyglądał, kiedy go ostatnio widziałam, bo za którymś razem schowałam go nazbyt dobrze. Kiedyś się znajdzie. Na co dzień mamy inne wydanie Brzechwy, które graficznie Szancerowi do pięt nie dorasta, ale za to nie będzie go szkoda w razie czego. Co prawda moje dzieci szybko musiały wyrosnąć z wieku niszczenia książek, bo widok wydartej kartki rozorywał mi serce, a z krwawiącej rany wychylała łeb dysząca zemstą bestia, ale wiadomo, strzeżonego Pan Bóg strzeże.

 

Z filmami też tak mam, że lubię te stare. Ostatnio regularnie oglądam „O dwóch takich, co ukradli księżyc" w wersji animowanej (Michaś pokochał miłością maniakalną) i nie przestaję podziwiać grafiki, wzruszam się jak zawsze przepięknym kresowym Ł przedniojęzykowo-zębowym Jana Kobuszewskiego, w zachwyt wprawia mnie kapitalna ścieżka dźwiękowa w wykonaniu Lady Pank, bawią wydzierające się w roli bliźniaków Stalińska z Szykulską. A te nawiązania!... Pokażcie mi współczesną bajkę dla dzieci, w której wspomniano by o kozie Amaltei! Ha! „Samsam" może? Albo „Noddy"? (ten złośliwy uśmieszek na mojej twarzy, ech, chyba jednak apoteoza...).

 

Uwielbiam też piosenki dla dzieci w wykonaniu Natalki Kukulskiej (niesamowite, że taka piękna kobieta wyrosła z tej okularnicy!) i te nagrane przez Fasolki, z porządnym, rockowym podkładem, ale tutaj akurat jestem żywym przykładem tezy inżyniera Mamonia i nawet specjalnie się tego nie wstydzę.

 

Teoretycznie mam na to wszystko wytłumaczenie. Lubię czytać moim dzieciom baśnie, które czytała mi Mama, bo mam z tego osobistą przyjemność: wracam do dzieciństwa, wydaje mi się nawet, że potrafię odtworzyć intonację Mamy, gdzieś w mojej głowie brzmi echo Jej głosu. Poza tym kiedyś było łatwiej (tak, natrętna apoteoza jak nic!), bo obowiązywała jedna wersja baśni, taki Czerwony Kapturek na przykład zawsze był zjadany przez wilka i cześć. Dziś co rusz natrafiam na wariant, w którym nie dochodzi do konsumpcji i bardzo mnie to frustruje, bo nie wiem, czy może jednak dla dobra moich dzieci powinnam przedstawić im tę bezkrwawą wersję, a źródła własnych skłonności neurotycznych poszukać w epatowaniu mego dziecięcego umysłu brutalną opowieścią o okrutnym przypadku niewinnej dziewuszki?...

 

Tak, bycie matką nie jest łatwe. Bycie matką czytającą dzieciom to już w ogóle wyzwanie. Chwała Bogu, że można zawierzyć rekomendacjom Qlturki.

 

A „Brzechwę dzieciom" odszukam, myślę, jeszcze przed pojawieniem się wnuków. I będziemy czytać „Pali się!". Zapewne przy okazji opowiemy sobie o dzielnym strażaku Samie i niechybnie odśpiewamy piosenkę z optymistycznym refrenem „Pomoże ciiiiiii straaażak Sam"), ale i tak na końcu zabzyczy nam mucha, wracająca do Łodzi.

 

Tak, już dawno nikt mnie o dowód nie pytał :)

 

Dorota Smoleń
od-rana-do-wieczora.blog.pl
www.dwiechochelki.pl

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Qlturka to portal, w którym znajduję cały świat kulturalny Polski w pigułce - ciekawe i warte odwiedzenia z dziećmi miejsca, interesujące pozycje książkowe, a także zaskakująco proste i nowatorskie pomysły na zajęcia plastyczne dla przedszkolaków.

Marta Szczepańska, nauczycielka przedszkola

Akademia Wyobraźni Play-Doh