Jeśli chce się wejść do dziecięcego świata, trzeba umieć się po nim poruszać - taką lekcję dał mi ostatnio mój synek. A było to tak...
- Mamo, chcę mieć żyrafę - powiedział synek.
- Ależ kochanie, żyrafy nie można tak po prostu mieć... A już na pewno nie prawdziwą... - odpowiadam na tę dziecinną zachciankę.
- Ja będę ją miał! - krzyczy rozgniewane dziecię. - Będę ją karmił, spał z nią...
- Chodzi Ci o taką żyrafę-zabawkę, tak? - pytam uspokajająco.
- Nie! - Synek robi się już czerwony ze złości. - Będę miał taką prawdziwą i będzie ona mieszkała ze mną w moim pokoju.
- Przecież taka żyrafa się nie zmieści do Twojego pokoju...
- Zmieści się! - Mały już prawie płacze - Jak zasnę, to ona do mnie przyjdzie i będę ją głaskał, i dam jej buzi i chlebka. Ona będzie ze mną mieszkała i będę z nią chodził na spacery i jeździł autem.
- To znaczy, jak zaśniesz, tak? - pytam nagle olśniona, z ulgą, że nie będziemy musieli zdobyć skądś żyrafy i wybudować domu uwzględniającego jej wielkie potrzeby.
- Tak, jak już będę spał, to ona do mnie przyjdzie.
- No pewnie, że przyjdzie. - Uff, nieporozumienie zostało zażegnane.
Jak się okazuje, bardzo łatwo zbić lustro, za którym miało być coś ważnego dla naszego dziecka. Na przykład taka najprawdziwsza na świecie żyrafa...
Kinga Jurgilewicz-Malek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych