Wieczór. Czytamy. Syn opiera się o moje ramię i patrzy na ilustracje w książce.
„Była sobie kacza mama i jej pięć kaczątek..." - tekst znanej bajki płynie wśród wieczoru.
- Mamo, a dlaczego tu są tylko cztery kaczki? - Ożywia się nagle potomek.
Przyglądam się uważniej obrazkowi. Faktycznie, jednego ptaka brakuje.
- Może poszedł coś zjeść? - Ryzykuję.
- Nieeee. Nie jest głodny.
Powiecie, że to przecież nic strasznego. Jedna kaczka mniej czy więcej, co za różnica. Ale we mnie budzi to uczucie dyskomfortu. Lubię, gdy ilustracje zostawiają pole dla wyobraźni, ale nierzetelność mnie drażni. Co innego wystające z trawy uszy wilka, sugerujące skradanie się opryszka ku leniwej śwince, a co innego blond piękność na obrazku, skoro w tekście wyraźnie jest napisane, że księżniczka była czarnobrewa i czarnowłosa.
Następnego wieczora wzięliśmy jedno z licznych w naszej biblioteczce opowiadań o małym żółwiu.
- Franklin umiał już sobie zawiązać buty - zaczynam.
- Mamo, ale przecież Franklin zawsze chodzi boso!
No właśnie!
Anna Lewandowska
www.dwiechochelki.pl
pstryku-pstryk.blogspot.com
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |