- Jestem maniakiem gier planszowych - oświadczył syn przy śniadaniu.
Trudno się z nim nie zgodzić. W szczytowym okresie tej fascynacji dostawałam drgawek na sam widok kostki do gry. Bo ileż razy można przechodzić 20, 50 czy 100 pól, gdy jedynym urozmaiceniem są liczne przygody spowalniające dojście do mety?
Naprawdę wszystko jedno czy biorę udział w wyścigach konnych, samochodowych czy pieszych, w wyprawie do dżungli czy pirackich walkach - one wszystkie są takie same! I, szczególnie na dłuższą metę, śmiertelnie nudne. Owszem, miały swój urok na początku, nadal czekam aż córka do nich dojrzeje, niemniej w nadmiarze są trudne do zniesienia.
Ale syn rósł, coraz sprawniej liczył i rozwijał logiczne myślenie (przy czym dotąd nie udało mu się dostrzec związku między bujaniem się na krześle, a spadaniem z niego), więc mogliśmy wreszcie sięgnąć po gry dla starszaków.
Warcaby zostawiam mężowi, nigdy za nimi nie przepadałam, szachy też nie są dla mnie. Z bogatej oferty planszówek z łatwością wybrałam propozycje, przy których i ja się dobrze bawię. Othello i Rummikub, Superfarmer czy Bingo - gramy chętnie i często. Wprost nie mogę się doczekać gdy dzieci zaczną wreszcie grać ze mną w Scrabble.
Gry planszowe to genialna rozrywka. Uczą rozumienia i przestrzegania zasad, bez czego nie da się normalnie żyć w społeczeństwie. Pokazują możliwość stosowania różnych strategii: tych dla ostrożnych i tych dla ryzykantów.
W odróżnieniu od gier komputerowych nie są bezosobowe, przeciwnik z krwi i kości siedzi naprzeciwko i też kombinuje jak może. Zbije mi tego pionka, czy nie zauważy? Uda mi się położyć czwarty krążek w rządku, czy nie?
W grach jak w życiu, wiele zależy od losu, ale samemu też można dużo zdziałać, jeśli tylko starczy nam sprytu i umiejętności.
I tak sielanka trwa, rzucamy kostkami, przestawiamy pionki, wszystko w atmosferze wzajemnej sympatii i zrozumienia, aż tu nagle...
- Mamo, ty masz siedem robali, a ja pięć - w głosie syna słychać wyraźną troskę - Czy jak przegram, to możemy zagrać rewanż?
- Umawialiśmy się na jedną grę.
- Ale ja chcę zagrać rewanż!
Prawdziwa szkoła życia zaczyna się bowiem w momencie, gdy dziecko przegrywa. I to jest umiejętność, której wielu osobom nie udało się zdobyć przez całe życie. Może nie grali w planszówki.
Anna Lewandowska
ruda-farbowana.blox.pl
www.dwiechochelki.pl
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.
Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka