I stało się. Wszystko jasne. Dzieci nie dostały żłobka. To oznacza, że nie mogę wrócić do pracy i po wykorzystaniu urlopu macierzyńskiego oraz oszczędzanego w pocie czoła i skumulowanego urlopu wypoczynkowego, muszę wystąpić o wychowawczy... Idąc dalej - to znaczy, że będziemy pozbawieni, jaka by nie była, mojej pensji. I że jeśli dochody podzielić na 5 osób to imponująca kwota. Tu właściwie chciałabym napisać, że... nikogo to nie obchodzi. W naszym państwie, czy zawężając, by nie być niesprawiedliwą, w moim mieście.
Znajomi nie wierzą. „Nie uwzględnili, że masz bliźniaki? Że z trójką dzieci jest trudniej? Nie wiedzą, ile kosztuje opiekunka do bliźniaków?" Jedyne, co uwzględnia się przy przyjęciu do żłobka to kolejność zgłoszeń. W dwóch spośród tych żłobków (w innych nie pytałam, by się dodatkowo nie denerwować), do których moje dzieci się nie dostały, pozytywnie rozpatrzono wnioski złożone przed poprzednimi wakacjami. Dla tylu dzieci wystarczyło miejsc. Moje urodziły się pod koniec owych wakacji, jak się więc okazuje, nie miały „żłobkowych szans" od samego początku.
W Ratuszu, który próbowałam poruszyć, miła pani (przynajmniej wyrażająca swoje współczucie) przekonuje, że robią, co mogą. W Warszawie powstają trzy kolejne żłobki. W jednym z nich po weryfikacji wciąż przed moimi dziećmi jest na liście 50 osób w kolejce do jednej grupy... W innej z placówek pani, z którą rozmawiałam telefonicznie, starała się zniechęcić mnie do składania odwołania: „Pani dyrektor i tak ma dużo pracy, co ona pani odpowie na odwołanie? Nie tylko pani ma taką sytuację... Każdy mówi, że ma tragiczną". Już się nie łudzę, ale odwołanie złożyłam. To moje prawo jako obywatela i człowieka.
Ciśnie mi się do głowy, by akcję „Mama wraca do pracy" zamienić w „Mama chce wrócić do pracy, ale nie może" lub „Matko, podaj cegłę, zbudujemy nowy żłobek". I by nie dawać dłużej publicznie upustu swej złości (pomieszanej z prawdziwą bezsilnością), zakończę z niegasnącą wciąż nadzieją, że może wreszcie „polityka prorodzinna" zacznie PRAKTYCZNIE zachęcać do posiadania dzieci...
A może faktycznie pomyśleć nad czymś, co można robić w domu i co stwarza szansę na utrzymanie rodziny?! Dzieciaki są takie malutkie... Tak głośno protestują, gdy znikam na chwilę za ścianą. Tak szybko „biegną" na swych raczkujących kończynach, by przekonać się, że jestem. Pewnie się cieszą, że nie dostały żłobka! Ale też nie wiedzą, że państwo przestało wspierać ich bytowanie.
Myślę o tym, że matka powinna mieć wybór. Gdy tego wyboru nie ma - rodzi się frustracja. Trudno jej też czuć się bezpiecznie w swoim kraju.
Anna Lubowicka
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)