Udostępnij

Tamborek, grzebień, pomarańcze i karp

Dodano: 2010-12-23

Kiedy próbuję odnaleźć drogę między półkami w zatłoczonym sklepie - pełnym towarów, wszelakiego dobra i pragnących coś zakupić w pośpiechu ludzi; kiedy po raz kolejny obiecuję sobie, że nigdy więcej na ostatnią chwilę...


...wtedy skądś przychodzą do mnie wspomnienia. Wdzierają się na całego, wprawiają ciało w wewnętrzny (choć tak naprawdę pożądany) dygot zwany wzruszeniem, zatykają i ściskają za gardło, przyspieszają oddech.


Jednego dnia widzę siebie, w owych wspomnieniach, jako małą dziewczynkę, która z cioteczną siostrą sprzedaje w skupie znalezione i wyniesione za przyzwoleniem dziadka w piwnicy butelki, stare gazety. Pieniądze potrzebne są na zakup prezentów niespodzianek dla najbliższych - do dziś pamiętam jakich: grzebienia, chusteczki „haftowanej" w czerwone róże (made in China), maszynki do golenia dla taty... Do dziś pamiętam też swoją dumę, że udało się sprawić taką przyjemność nie spodziewającym się tego dorosłym.


Innym razem przypomina mi się jak stoję w kolejce po karpie - na zimnie, w roztopionym lub zdeptanym dziesiątkami przestępujących z nogi na nogę butów śniegu. Zabrakło bezcennego rybiego towaru - rozzłoszczony (choć może bezsilny) mężczyzna wyrzuca w kałużę przygotowane na zakupy banknoty. Wtedy nie rozumiałam jego determinacji i tego, że karpie są „droższe niźli złoto".


I kolejna „wizja" - kuzyn ze Stanów przysyła nam przed Świętami 10 kg (a może i więcej) pomarańczy w wielkiej pace - część już podgniłych, popsutych, ale częścią można obdzielić sąsiadów, koleżanki z klasy, albo zjeść ze smakiem.


Oto dalej - przebieramy się w stare kożuchy owcze, prześcieradła, by jako pasterze i anioły iść z kolędą do sąsiadów. Gram na grzebieniu, pozostałe rodzeństwo śpiewa pełną parą, najmłodszy brat w autorskiej choreografii na słowa: „pasterze śpiewają, bydlęta klękają" - pada na kolana, wzbudzając tym szczery i ciepły śmiech ogółu. Wracamy z kieszeniami obładowanymi cukierkami - sąsiedzi mają cukiernię i są „słodyczowymi potentatami" w babcinym miasteczku.


Pamiętam jak wyciągam spod choinki tamborek, zestaw nici, gazetkę ze ściegami i wzorami haftów - nieopisana radość z trafionego prezentu!


Kiedy dziś zastanawiam się, której firmy towar kupić, to oczywiście cieszę się, że mamy to, co mamy (lub raczej, że nie mamy tego, co mieliśmy wtedy), ale też dogłębnie pamiętam i czuję smak tych, sprzed lat, cukierków, pachnących luksusem pomarańczy, niespodzianek robionych w tajemnicy i otrzymanych ku radości serca, karpia, którego nie można było dostać... I ciekawa jestem, co moje dzieci będą za lat ileś, z drżeniem serca, wspominać.

 

Anna Lubowicka

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.

Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Garbus