Jako nadgorliwa matka, która co i rusz wymyśla jakieś aktywności kulturalne swojej starszej córce (na młodszą też przyjdzie czas :)), zabrałam ją ostatnio na film 3D pt. „Dinozaury żyją".
Pewnie sama bym na to jeszcze nie wpadła, gdyż dobrze pamiętam przerażenie mieszające się z fascynacją podczas projekcji filmów w Kinie Oka. No ale że jestem nadgorliwa, jak już wspomniałam, podczas jednej z imprez kulturalnych zachęciłam córeczkę do wzięcia udziału w konkursie. Jak się okazało, w nagrodę za wydanie z siebie donośnego ryku w stylu dinozaura, dzieci otrzymywały bilety do IMAX-u. Przejrzałyśmy repertuar i, odrzucając opowieść o „Morskich stworach" (już tytuł brzmi odstraszająco), wybrałyśmy dinozaury.
Zapowiadało się świetnie - latorośl w wyśmienitym humorze opuściła przedszkole i w podskokach pokonała schody ruchome dzielące nas od kina. Później było nieco gorzej - mimo że do rozpoczęcia filmu zostało zaledwie kilka minut, wejście do sali było zagrodzone, ani żywej duszy. Już to wzbudziło niepokój mojej córki. „Jak to, mamo, zamknięte?" - spytała ze łzami w oczach. Okazało się jednak, że lada chwila mają otworzyć.
Po raz drugi łzy w oczach czterolatki zagościły chwilę później, gdy w holu przed salą zjawiła się horda rozwrzeszczanych gimnazjalistów, świecących po sobie i wszystkim dookoła laserowymi lampkami. Poczułam, że jest coraz gorzej i lada chwila, zamiast na film, pójdziemy do domu. Po długich namowach Igunia dała się przekonać do wejścia do sali z olbrzymim ekranem, a fakt, że młodzież usiadła na samej górze, a my pośrodku, nieco ją ukoił.
Już w czasie zapowiedzi innych filmów potwierdziły się moje obawy - płynący na nas prehistoryczny stwór morski wbił struchlałą córkę w moje równie struchlałe kolana. Później to zdejmowała, to zakładała okulary, regulując sobie w ten sposób poziom dostarczanych emocji - cały czas i tak bardzo wysoki.
W połowie projekcji pomyślałam, że może jednak powinnyśmy wyjść i wrócić za kilka lat, kiedy Igunia dorośnie. Ona jednak nie chciała - jak wiadomo, dzieci lubią się bać.
Chcąc się przekonać, czy strach minął wraz z końcem filmu, zapytałam Igunię, jak się jej podobało i co najlepiej zapamiętała. No i owszem, podobało się... i to bardzo - szczególnie „te pierzaste dinozaury w kształcie ptaków, które siedziały na jajkach". A czego najbardziej się bała? „Tych dużych krzyczących dzieci", które bynajmniej w filmie nie występowały...
Ewa Świerżewska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.
Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka