Udostępnij

Rodzicu, won ze szkoły!

Dodano: 2010-11-17

Życie nauczycieli byłoby dużo łatwiejsze, gdyby uczniowie nie posiadali rodziców. Wiadomo, rodzic to kłopot. Przyłazi, dopytuje się, chce uczestniczyć w życiu szkoły, ba - czasami ma nawet czelność domagać się współpracy i partnerskiego traktowania! Na szczęście są szkoły, które mają odwagę powiedzieć rodzicom: „basta!" Należy do nich warszawska szkoła podstawowa nr 215. Tutaj rodziców trzyma się krótko.


Na swej stronie internetowej szkoła wyjaśnia, co następuje: „Pojawienie się rodzica na terenie szkoły powoduje: zagrożenie bezpieczeństwa innych uczniów, dezorganizację zajęć odbywających się w klasach i na korytarzach oraz naruszenie przepisów sanitarno-epidemiologicznych na stołówce." Dlatego rodzice uczniów szkoły podstawowej nr 215 są proszeni, aby na teren szkoły nie wchodzić, a jeśli już muszą, to tylko w sytuacjach koniecznych.


Uff! Jak sobie człowiek uświadomi, ile zagrożeń wiąże się z pobytem rodzica na terenie szkoły, to aż mu się słabo robi. No bo rzeczywiście, wlezie taka mama z tatą na korytarz i co? Ani chybi będą podstawiać nogi nauczycielom, dilować narkotykami, demoralizować dzieci brakiem obuwia zmiennego, a może i do sali lekcyjnej nielegalnie zaglądną, żeby podwędzić gąbkę i kredę... Albo w stołówce pożrą zupę, drugie danie i surówkę bez płacenia, a do tego naświnią na stole jak, nie przymierzając, pierwszaki. Dlatego wysiłki szkoły nr 215 zmierzające do odizolowania dzieci od rodziców są jak najbardziej słuszne, ale niestety - niewystarczające. Jeśli bowiem „dzieci spotykające osobę obcą na korytarzu nie czują się bezpiecznie", to wyobraźmy sobie, jak potwornie przestraszone muszą się czuć dzieci w tramwaju czy centrum handlowym! Toż tam łażą wyłącznie obcy! Trauma do końca życia gwarantowana. Wypadałoby, aby szkolny koordynator do spraw bezpieczeństwa, pani Bożena W., zajęła się również tym problemem. Chyba najlepiej byłoby dobudować do szkoły internat i umieścić w nim uczniów do osiągnięcia pełnoletniości. Wprawdzie istnieje ryzyko, że takie rozwiązanie nie tylko nie spodoba się mamom i tatom, ale też uniemożliwi realizację zaleceń nowej podstawy programowej kładącej nacisk na współpracę nauczyciela z rodzicem. Ale co tam rodzice, co tam podstawa programowa! Dla bezpieczeństwa dzieci i wygody pani woźnej nie takie rzeczy warto poświęcić!

 

Tata Swojej Córki (dane do wiadomości redakcji)


PS. Omawiane rozporządzenie można sobie przeczytać tutaj.

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Qlturka.pl jest doskonałym źródłem wiedzy o wydarzeniach kulturalnych, polecanych książkach; skarbnicą mądrych pomysłów na upominki dla moich siostrzenic.

Edyta Sudoł, specjalista PR

Rozmowy ze świnką Halinką