Udostępnij

Przemoc domowa, czyli walcząca dwulatka

Dodano: 2010-05-06

Całkowicie się zgadzam z tym, że bicie dzieci jest absolutnie niedopuszczalne. Całkowicie. Powiem więcej: sama nie stosuję nawet klapsów. Niby nic, a jakoś czuję niechęć i obrzydzenie na myśl o wykorzystywaniu swojej przewagi fizycznej w ten sposób.

 

Ktoś mądry powiedział, że bicie jest wyrazem bezsilności rodziców. Święta prawda, niestety. Inna sprawa, że czuję się bezsilna przynajmniej jakieś dziesięć razy dziennie. Szukam alternatywnych metod rozładowania mojej wściekłości i jeśli ktoś ma takowe, to czekam na propozycje. Ratunkowa kartka do zgniatania z pewnością nie należy do najlepszych, bo nie sądzę, by takie byle co było w stanie opanować furię jaka mną miota. Od razu też mówię, że co prawda porcelany nie mam, ale naczyń mi trochę szkoda.


Ostatnio trzaskałam drzwiami na przykład, ale przestałam, bo boję się, że któreś ryczące dziecko zechce pójść za mną do łazienki.

 

Wrócę jednak do tematu: co by nie mówić, naszym świętym obowiązkiem jest chronić dzieci przed wszelką przemocą, także tą ukrytą pod płaszczykiem praw rodzicielskich.

 

Wszystko pięknie, ale kto ochroni mnie?

 

Jagoda jest książkowym wręcz przykładem dziecka z buntem dwulatka. Radzenie sobie z emocjami nie jest jej najmocniejszą stroną i jest to bardzo eufemistyczne ujęcie tematu.

 

Ostatnio postanowiła, że w ramach wyładowywania agresji wprawi w ruch swoje pięści. Celem byłam ja.


- Jagoda, nie wolno bić - powiedziałam spokojnym tonem. - Proszę przeprosić mamę.

 

Phi! Też wymagania! Następne 40 minut spędziłyśmy na negocjacjach. To znaczy ona się darła, a ja proponowałam, by w końcu mnie przeprosiła. Gdzieś od połowy było mi jej naprawdę szkoda, ale z drugiej strony ja przepraszam, nawet gdy niechcący zawadzę o nią poduszką.


Na szczęście, gdy już straciłam nadzieję, moja córka przyszła się do mnie przytulić. Padłyśmy sobie w ramiona i nastąpiła długa scena pojednania, całusy, uściski i noski-eskimoski.

 

Z pewnością już wówczas planowała zemstę.


Następnego dnia obudziła się o 5.50. W bardzo złym humorze. Od razu włączyła syrenę oraz zaczęła mnie okładać. Przytrzymałam jej ręce. Być może trochę ścisnęłam, nie przeczę, bo wyrwana ze snu broniłam własnych oczu i nosa. Wtedy Jagoda zaczęła zawodzić o ton głośniej niż poprzednio: Nie bij mnie! Nie bij mnie mamo!

 

Czekam na kogoś z opieki społecznej.

 

Anna Lewandowska
pstryku-pstryk.blogspot.com
www.dwiechochelki.pl

 

drukuj powrót
poleć artykuł
Wyznaczanie granic – jak to robić, by nie zaszkodzić?
Termin wyznaczania granic ma aktualnie swoje pięć minut w kontekście wychowania dziecka. Bynajmniej nieprzy...
Cele wychowania – czemu warto je określać?
Rodzice  bardzo często stawiają pytania, na które nie da się odpowiedzieć inaczej, jak pytaniem zwrotn...
Kciuk kontra smoczek, czy można wybrać mniejsze zło? Z rozważań terapeuty mowy
Całkiem niedawno mój kilkunastomiesięczny syn pożegnał się ze swoim bliskim przyjacielem - smoczkiem. Tak t...
Bogata i kolorowa mowa, czyli rozwijanie przez rymowanie
Kiedy tylko poczuję w sobie przypływ energii, zaczynam mówić wierszem - przynajmniej tak nazywają to zjawis...

"Z Qlturki" - taką odpowiedz słyszę najczęściej, gdy pytam gości, skąd dowiedzieli się o naszej kawiarni.

Malwina Kazimierczak, właścicielka FikuMikuCafé, mama 3-letniej Miki.

Zeus & spółka. Mity dla dzieci