W grudniu spędziłam wiele godzin w fajnym miejscu. Proszę sobie wyobrazić, że odnalazłam w nim uśmiechniętych rodziców i szczęśliwe dzieci. To takie przedszkole, w którym wszystko może się zdarzyć. Przedszkole, w którym ponad pięćdziesiąt osób stać było na to, by po pracy przygotowywać dla dzieci przedstawienie wigilijne.
Niepewni początkowo rodzice zaangażowali się w projekt i swój występ potraktowali bardzo serio. Wspomagani przez nauczycielki stworzyli niesamowite, baśniowe Jasełka, których brzmienie i treść na długo zapadnie dzieciom w pamięć. Żeby pokazać dlaczego to przedszkole nie z tej planety opiszę, co działo się w dniu występu.
Otóż...
... widziałam tam Królową Śniegu, która ze zmęczenia i z powodu choroby, nie miała siły mówić i chodzić ale pomimo to, przyszła w ważnym dla dziecka momencie do przedszkola, oznajmiając: „Przecież my to robimy dla dzieci, nie przegapiłabym tego."
Był też Tata, który swoje chore dziecko zostawił w domu, a do przedszkola przyszedł sam, by wziąć udział we wspólnym przedsięwzięciu, bo: „Jak mogłoby mnie nie być, przecież jestem Wróżką!".
Pojawił się również Jaś, ze strojem Małgosi, bo żona zachorowała, ale już wszystko przygotowała i przysyła charakteryzację, aby ktoś, kto ją zastąpi, miał łatwiej.
Był i Tata - Baba Jaga, który dzwonił, że będzie na pewno za 20-30 min., pomimo przeciwności losu, wejdzie w trakcie, nie odpuści, choćby się waliło i paliło, będzie, bo: „Jak mogłoby nie być w przedszkolu Czarownicy?"
BYŁ! Pojawił się „w samo południe" i zagrał!
Była Mama- Anioł, która miała złamany palec u nogi, ale wbiegła ze wszystkimi na scenę, udając, że wszystko jest ok! Tylko stopy jej marzły, bo nie była w stanie założyć innych butów jak tylko letnie sandałki.
I jeszcze Mama z nastawionym właśnie kręgiem, tata, który pędził z daleka z nagrania, poganiając kierowcę, bo Narrator musiał być. I Królowa Śniegu. Dzwonił z drogi, że jedzie i dojedzie!
I jeszcze Tata, który chronicznie nie znosi występować publicznie, ale dla córki założył za duże skarpety i czapkę Krasnala, a potem wołał na cały głos: „Hej, Krasnalu...!".
No i Tata, który nie był na próbach, a tak pięknie zagrał Wilka, że chyba wszyscy uwierzyli, że nim jest.
Był też Tata, który czuł się, jak ryba w wodzie prowadząc aktorów, i mama, która, choć miała za sobą Chochlika, nie pomyliła tekstu, bawiła się nim i z czarującym uśmiechem odbijała piłeczkę pewnej, bardzo bliskiej jej Wróżce.
I pewien bardzo zaangażowany w sprawę Królewicz, który zgubił buty, ale na szczęście już po tym, jak uwiódł Kopciuszka!
Była też Ciocia, która z potrzeby chwili, w pięć minut stała się Małgosią. I inna, która w kilka sekund przemieniła się w Wiedźmę i jeszcze inna, która ad hoc została Narratorem.
Były Ciocie, które spędziły godziny na przygotowaniu dekoracji.
I pewna zdolna Babcia z wizją szopki i umiejętnością bycia suflerem muzycznym.
Krążyła tam również jedna bardzo zorganizowana Ciocia, która pilnowała, aby każde Dziecko dostało prezent, aby każdy był w odpowiednim miejscu o odpowiednim czasie, pomagała nawet Mikołajowi, bo miał problem z brzuchem i ubraniem!
I jeszcze „Pan od rytmiki"! Nieocenione wsparcie dla wszystkich aktorów. Dzięki wrodzonej chyba radości z muzykowania dźwiękiem stworzył magiczną aurę wokół imprezy.
No i były Dzieci! Zaczarowane, maksymalnie zatopione w stworzonym dla nich świecie...
Oraz przychylna widownia: „Dawno nie byłam na tak dobrym przedstawieniu! Tyle pozytywnej energii!".
Wydaje mi się, że wśród dorosłych wyczuwało się ducha wspólnoty wynikającego ze zjednoczenia sił, uszczęśliwić by dzieci. „Zrobiliśmy coś razem dla dobra sprawy" - tak czuli chyba wszyscy.
Pięknie było w tym przedszkolu! Czułam się szczęśliwa, bo w zwariowanym, pędzącym świecie, odnalazłam mądre osoby, które zrozumiały, że warto! Mam nadzieję, że kiedyś znów tam wrócę, bo miło być wśród uśmiechniętych ludzi, którzy są otwarci i chętni, aby zrobić coś dobrego.
Anna Zagajewska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)