Moja świętej pamięci Babcia zwykła mawiać, że dzieciom trzeba pozwolić się wyhuśtać, bo jak tego nie zrobią w dzieciństwie, to zrobią to w wieku już dorosłym. Babcinej metafory nie rozumiałam przez wiele lat. Może dlatego, że ja byłam tą szczęściarą, która w dzieciństwie mogła huśtać się do woli. Oczywiście wszystko to działo się w granicach poczucia bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku (moich opiekunów oczywiście). Dzięki luźnemu podejściu mojej mamy do zabawy, spotkań z rówieśnikami, brudzenia się po samą szyję, czy nawet licznych zadrapań, jakich nabywałam podczas wspinaczek na drzewa, szaleńczej jazdy składakiem, czy biegania po lesie, dziś czuję się wybawiona, a więc spełniona.
Może dlatego każde wspomnienie z dzieciństwa napawa mnie radością i optymizmem. We wspomnieniach widzę siebie i dzieciaki z sąsiedztwa z umorusanymi buziami. Bo my razem jedliśmy, bawiliśmy się, psociliśmy i dzieliliśmy wszystkim, co możliwe. Dzięki temu z zabawach mogliśmy wybierać i przebierać. Ktoś miał piłkę, ktoś inny gumę do skakania, a jeszcze ktoś inny zośkę czy scyzoryk. To były fantastyczne zabawy, w których realizowaliśmy różne, również te szalone, pomysły. Pamiętam zabawę w podchody, sklep, czy własną, stworzoną przez nas samych telewizję, której ekran telewizyjny imitowała rama jakiegoś pustego obrazu. Na naszych kanałach odbywały się niestworzone historie. Na przykład, gdy na pierwszym programie był mecz, w tym samym czasie - na drugim trwał w najlepsze festiwal piosenki szkolnej. Ktoś śpiewał do mikrofonu zrobionego z butelki po dezodorancie i sznurka. Gdy wywiązała się sprzeczka, sami znajdowaliśmy sposób na opanowanie sytuacji, a tym samym powrót do zabawy tak, jak gdyby nic się nie stało.
Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że uczę się odpowiedzialności, wrażliwości, współżycia z ludźmi. Dokarmialiśmy ptaki, by pomóc im przetrwać zimę, czasami bawiliśmy się (może nawet mogę użyć tego słowa - zajmowaliśmy się) młodszym rodzeństwem. Czułam się potrzebna i kochana. Poczucie odpowiedzialności dawały również zwierzęta - trzy koty, pies, świnka morska, chomik, które mieszkały w moim domu chyba od zawsze.
Dziś, kiedy sięgam pamięcią do tamtych lat, doceniam wszystko, czego wtedy doświadczyłam. Pobrane wtedy lekcje pomagają mi przeżyć trudne chwile w życiu dorosłym. I pomyśleć, że to wszystko dlatego, że w dzieciństwie ktoś mądry pozwolił mi się „huśtać" do woli.
Grażyna Nowak
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
"Z Qlturki" - taką odpowiedz słyszę najczęściej, gdy pytam gości, skąd dowiedzieli się o naszej kawiarni.
Malwina Kazimierczak, właścicielka FikuMikuCafé, mama 3-letniej Miki.