W prasie wrze - tym razem sen z powiek rodzicom, opiekunom, urzędnikom i kontrolerom sanepidu spędzają piaskownice. Nagle okazało się, że piaskownic nie można nazywać piaskownicami, bo od dawna ich nie przypominają.
Urzędnicy wypowiedzieli więc im wojnę: likwidują piaskownice w obawie przed kontrolami sanepidu i kosztami. Wydaje się, że marność stała się wszechogarniająca. Mamy już marne podwórka, boiska, place zabaw, huśtawki. Do kompletu dołączyły piaskownice.
Właściwie, jak zawsze nie wiadomo, kiedy problem się zaczął. Lepiej też nie liczyć na rychłe i szczęśliwe zakończenie tej sprawy. (Mówiąc „szczęśliwe", myślę o pozostawieniu piaskownic w stanie nadającym się do użycia). Dorośli dwoją się i troją w wymyślaniu argumentów za i przeciw - często bardzo słusznych. Za pozostawieniem przemawiają względy rozwojowe. Faktura piasku stymuluje maluchy dotykowo - rozwija manualnie. W piaskownicy dzieci uczą się dzielenia z innymi, ale również walki o swoje - również tego, jak sypnąć piaskiem po oczach. Za zamykaniem przemawiają względy higieniczne. Trudno jest jednak wytłumaczyć maluchowi, który uwielbia zabawy piaskiem, że od dzisiaj nie może się już tak bawić.
Sama, będąc dzieckiem, uwielbiałam zabawy w piasku. Na moje szczęście, mogłam to robić tak długo, jak miałam na to ochotę (może tylko tak mi się wydaje). W piaskownicy - Krainie Nibylandii, piekłam ciasta, smażyłam naleśniki, przybierałam torty, naprawiałam piaskowe mosty, budowałam mury obronne i fosy. Dla mnie i moich współtowarzyszy zabaw było to miejsce spotkań, synonim radości.
Teraz decydenci chowają głowę w piasek - może nigdy nie bawili się w piaskownicy i najnormalniej w świecie je zamykają - bo tak najłatwiej! Pomyśleć, że wystarczyłaby odrobina inicjatywy i szczypta szczerych chęci, by piaskownice „do niczego" były dla naszych dzieci, jak kiedyś dla nas samych, miejscem, w którym poprzez zabawę poznają świat i przygotowują się do dorosłego życia.
Grażyna Nowak*
*Grażyna Nowak - z wykształcenia dziennikarz i filolog, z zamiłowania bajarka bajek z ciekawym zakończeniem i fotograf-amator, z potrzeby miłośniczka muzyki, przyrody i rowerowych wypadów za miasto.
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych