Udostępnij

Pasy bezpieczeństwa

Dodano: 2010-10-27

Poranek. Na gdańskich ulicach tłok. Samochody leniwie przesuwają się do przodu. Tu ktoś zastawi przejście dla pieszych, tam wymusi pierwszeństwo, a jeszcze gdzie indziej kierowca wymownie pokazuje, co myśli o innych użytkownikach drogi.


Chociaż przejawy dobrego wychowania także się zdarzają. Ot, ten pan w ciężarówce, który chciał mnie przepuścić i zmusić do wjechania w zablokowaną drogę, a potem pukał się w głowę, wyrzucając mi gapiostwo. Do teraz ciekawi mnie, jak miałam zmieścić moje kombi na metrze kwadratowym, ale pewnie znowu się czepiam.

 

Stoję w wiecznym korku na jednej z przebudowywanych ulic. Przede mną białe tico. W środku pani z dwójką dzieci. Znudzona obserwuję, co się dzieje w samochodzie. A jest na co popatrzeć.

 

Starsze dziecko siedzi z przodu. Nie wygląda na takie, które mogłoby już jeździć bez fotelika, ale nikomu to nie przeszkadza. Mały macha parasolką tuż przed twarzą kierowcy. Pani kompletnie nie zwraca na to uwagi, zajęta poprawianiem włosów. Wreszcie nerwowo wyrywa parasolkę z rąk dziecka. Potem sadza sobie chłopca na kolanach i chyba próbuje mu zdejmować ubranie, albo się z nim szarpie, nie jestem pewna, bo zdekoncentrowała mnie zmiana świateł. Z tyłu siedzi młodszy chłopiec. Bynajmniej nie w foteliku, ależ skąd! Swobodnie skacze po kanapie, przechyla się do przodu, zaczepia pasażerów. Czekam tylko, aż zacznie zmieniać biegi.

 

Żadne z dzieci nie siedzi w foteliku, żaden z pasażerów nie ma zapiętych pasów, na czele z panią siedzącą za kierownicą.

 

Dawno, dawno temu, gdy po naszych drogach poruszały się dostojnie duże fiaty, syrenki i maluchy, nie było obowiązku zapinania pasów. Pamiętam doskonale, jaki protest wzbudzało w wielu osobach nowe prawo i jak co niektórzy tłumaczyli, że pasy są niebezpieczne, bo w razie wypadku uwiężą nas w samochodzie, a bez nich po prostu wypadniemy przez okno i nic się nam nie stanie. Zawsze w takich momentach przypomina mi się wypowiedź Einsteina: „Tylko dwie rzeczy są nieskończone: Wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej."

 

Gdy o tym wszystkim myślę, od razu przychodzi mi do głowy historia, która przydarzyła się pewnej rodzinie. Jechali we czworo, spokojnymi ulicami sennego już miasta. W pewnej chwili mała dziewczynka zaczęła marudzić, że pas ją uwiera. Mama nachyliła się, sama rozpinając pas, by przyjść małej z pomocą.

 

Ile to mogło trwać: pół minuty? A może nawet całą minutę? Całą minutę z tych wszystkich godzin, które przejeździli z przykładnie zapiętymi pasami. I właśnie wtedy ktoś przejechał na czerwonym, zatrzymując się na masce ich samochodu. Na szczęście nikomu nie stało się nic poważnego, powstały tylko siniaki i stłuczenia u mamy i córki, których nie przytrzymał pas bezpieczeństwa.

 

Bezpieczeństwo to nie puste słowo. Nasze dzieci łamią ręce i nogi spadając z krzesła lub kanapy, rozbijają nosy, gdy trzymamy je za rękę - temu nie jesteśmy winni, chociaż zawsze się tak czujemy. Ale gdy siedzimy za kierownicą, to my i tylko my jesteśmy odpowiedzialni za bezpieczeństwo pasażerów. Nie można o tym zapominać.

 

Anna Lewandowska

pstryku-pstryk.blogspot.com
www.dwiechochelki.pl

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.

Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

 Kalendarz 2012: rysuj z gwiazdami