Udostępnij

Ojciec indyjskich dzieci

Dodano: 2010-06-15

Każdego dnia dowiadujemy się o nieszczęściu, bólu, który dotyka kogoś z naszego bliższego czy dalszego otoczenia. Mam wrażenie, że im więcej bólu jest obok nas, tym bardziej się na niego uodparniamy. To uodpornienie uwidacznia się w różny sposób. Niektórzy całkowicie się izolują, mówią - mnie to nie dotyczy, inni - na przekór wszystkiemu, chcą dać siebie innym. I taki właśnie był Ojciec Marian Żelazek, który każdego dnia swojego 88-letniego życia postępował w myśl motta „nietrudno być dobrym, wystarczy tylko chcieć".

 

Ten skromny misjonarz ze zgromadzenia werbistów kilkadziesiąt lat spędził pomagając ubogim i trędowatym w Indiach, na rzecz których pracował ponad 50 lat. W tym roku obchodziłby 60. rocznicę misyjnej pracy.

 

Niedoszły jubileusz stał się powodem do przemyśleń, zadumania się nad życiem tego zwyczajnego - niezwyczajnego misjonarza - człowieka. Swoją misję w Indiach rozpoczął w 1950 roku, gdzie pierwsze 25 lat poświęcił pracy nauczycielskiej wśród indyjskich aborygenów. W 1975 roku zorganizował kolonię dla trędowatych w Puri, a w jej sąsiedztwie założył szkołę dla trędowatych dzieci.

 

Przeglądając fotografie dokumentujące jego wieloletni pobyt i działalność w Indiach, na niemalże każdej widzimy go z dziećmi, bo właśnie dzieci otaczał szczególną troską i opieką. Dla nich założył specjalną szkołę z internatem i placem zabaw, dla nich szukał rodziców adopcyjnych na odległość, którzy wspierali je finansowo i pomagali w wychowywaniu i wykształceniu. Wierzył, że dzięki temu w przyszłości będą samodzielne, że mimo choroby nie będą się czuły gorsze od swych rówieśników.

 

I pomyśleć, że to wszystko zrobił człowiek urodzony w Palędziu koło Poznania, który będąc jeszcze klerykiem, został wywieziony przez Niemców do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie przebywał pięć lat. Który po wyzwoleniu obozu i zakończeniu wojny w listopadzie 1945 roku udał się do Rzymu na studia teologiczne, gdzie po ich ukończeniu otrzymał święcenia kapłańskie.

 

Zmarł w 2006 roku, w otoczeniu swoich podopiecznych, w wieku 88 lat. Spoczywa w Indiach, gdzie żył i pracował.Dziesięć lat temu został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. W 2002 roku był nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Czytając wspomnienia o nim, utwierdziłam się w przekonaniu, że nie potrzebował tych odznaczeń i orderów. Mam nieodparte wrażenie, że jako siewcy dobroci i nadziei bardziej zależało mu na zmianie myślenia o biednych, chorych, słabych. I o tym powinniśmy pamiętać każdego dnia, sięgając po kromkę dobrego, świeżego chleba z masłem. 

 

Grażyna Nowak*

 

*Grażyna Nowak –- z wykształcenia dziennikarz i filolog, z zamiłowania bajarka bajek z ciekawym zakończeniem i fotograf-amator, z potrzeby miłośniczka muzyki, przyrody i rowerowych wypadów za miasto.

 

drukuj powrót
poleć artykuł
Chwalić czy nie chwalić, a jeśli tak, to jak?
Jeśli chcemy, aby nasze dziecko miało wysoką samoocenę i było pewne siebie, pamiętajmy o tym, aby je wzmacn...
Ruch wspiera rozwój mowy
Wszyscy rodzice z niecierpliwością oczekują pierwszych słów swojego dziecka. Ochoczo mu w tym pomagają, opo...
Burza uczuć – jak pomóc dziecku rozładować emocje?
Małe dzieci bardzo często doświadczają wielu gwałtownych uczuć i nie wiedzą, jak sobie  z nimi poradzi...
Dziecko w świecie muzyki
Jak to jest w brzuchu u mamy: egipskie ciemności, uśpiony przez wodę zmysł powonienia... i ogromna dawka dź...

Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.

Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Opowieść słonia