Udostępnij

OFF TOPIC - Jest sobie miasto

Dodano: 2010-02-17

Jest sobie miasto. W tym mieście codziennie 37 tysięcy dzieci, których już nie ma, budzi się, przeciąga, ziewa i wstaje z łóżek, drepcze na bosaka do łazienki i do kuchni, a na końcu ubiera się i wychodzi do 80 szkół podstawowych. Niektóre dzieci są odprowadzane przez kogoś z rodziny, inne biegną same lub w gromadkach. Mijają zamknięte jeszcze sklepy, kioski, gdzie można kupić tanie gierki i tygodniki z plakatami gwiazd, przechodzą przez ulice w niedozwolonych miejscach, przez dziury w płotach dostają się na szkolne boiska i tylnymi wejściami do szkół, które zaprojektowano tak, aby zawsze miały tylne wejścia.


Wśród tych dzieci jest może i takie, na które koledzy z klasy wołają Seba. Jest też Iwan i Gwardia, i Burchoł, i wszyscy oni zawsze wchodzą do swojej szkoły tylnym wejściem przez salę gimnastyczną albo przez kuchnię, zależy gdzie akurat jest otwarte. Wejście przez kuchnię jest jednak większym wyczynem. Trzeba wyczekać na moment, kiedy na wąskim korytarzyku zastawionym aluminiowymi garami z surowymi ziemniakami i marchwią nikogo nie ma, cicho otworzyć ciężkie drzwi i kilkoma susami pokonać odległość dzielącą od drugich drzwi wychodzących na korytarz na parterze. Należy to zrobić tak szybko, aby żadna z kucharek nie zdążyła zauważyć i rozpoznać twarzy, bo wtedy trafi się do gabinetu znienawidzonej pani dyrektor, która każdego dnia zdaje się być o kilogram cięższa.


Podobnie Seba. Jest chłopcem o równo ściętych, nie za krótkich włosach lśniących jak świeżo wyłupany ze skorupki kasztan i rumianych, wydatnych policzkach. Jego mama pracuje w domu towarowym i przynosi do domu towary „spod lady", dzięki czemu Seba jest odżywiony lepiej niż inne dzieci i zaczyna zarabiać na swoją późniejszą otyłość. W chwili, o której mowa, nie jest to jednak jeszcze przesądzone. Seba kocha ryzyko związane z wchodzeniem do szkoły od kuchni, gra dużo w piłkę i nie ma nikogo, kto byłby w stanie go przegadać. Nie wszyscy zresztą próbują.


Burchoł siedzi w kraciastej koszuli w ostatniej ławce i zajmuje się swoimi interesami. Na kartce w linię wypisuje imiona dzieci, które dostaną od niego małe chomiki. Potem puszcza kartkę po klasie i każde dziecko może sprawdzić, czy dostanie chomika czy nie. Chomiki są jeszcze małe i całkiem gołe, więc dzieci nie dostaną ich od razu. Iwan pisze na kartce, że bardzo chciałby zobaczyć, jak wyglądają takie małe, gołe chomiki, więc Burchoł umawia się z nim na przerwie. Po lekcjach biegną obydwaj do domu Burchoła i oglądają zwierzątka i ich zaniepokojoną matkę. Starszy brat Burchoła myli Iwana z kimś innym i pyta głośno, czy to ten frajer, co miał przynieść pompkę do roweru. Kiedy wyjaśnia się, że to nie ten, brat znika w swoim pokoju, a mama Burchoła przynosi herbatę.


Siedząc przy akwarium z chomikami chłopcy ustalają, że Iwan zabierze swoje zwierzątko za dwa tygodnie. Jednak za dwa tygodnie Iwan nie przyjdzie, bo tata zabroni mu trzymania w domu chomika i nigdy później nie będzie już okazji, żeby odwiedził Burchoła. Spotka go dopiero pod koniec studiów. Będzie szedł z plecakiem i gitarą przez hall dworca Głównego i zobaczywszy postać w białych dżinsach przycupniętą na ławce pomyśli „to chyba Burchoł". Nie podejdzie jednak do niego, bo będzie się spieszył. Kątem oka dostrzeże tylko, że postać Burchoła jest skulona i nieruchoma, jakby wklejona w obraz dworca z innego obrazka. Nie pomyśli też o chomiku ani o zabawach z Burchołem i jego starszymi kolegami na górce koło portu. Bawili się w „tych dziadów Ksysaków" - starsi atakowali, oni bronili się na zjeżdżalni. Sądził, że starsi seplenili dla zabawy, a tymczasem oni nie mieli większości przednich zębów jak przystało na prawdziwych heroinistów.


Burchoł będzie umierał na ławce na Dworcu Głównym swoją niemodną, hippisowską, heroinową śmiercią w czasach, w których wszyscy zapomną już o hippisach oprócz Iwana i jego gitary. Zapewne ta dosłowność umierania będzie logicznym dalszym ciągiem dawnych zabaw, tym, co zawsze dzieje się, kiedy nie wiadomo, co powinno się dalej zdarzyć oprócz tego, że coś się zdarzyć musi, ponieważ zostało rozpoczęte.

 

Rafał Witek

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz
Dziecko z ADHD. Po co się męczyć?
Wychowywanie dziecka z ADHD to ciężka praca. Kojarzy mi się z codziennym wpychaniem kamienia pod górę, a gd...
Ruch wspiera rozwój mowy
Wszyscy rodzice z niecierpliwością oczekują pierwszych słów swojego dziecka. Ochoczo mu w tym pomagają, opo...
Czy dysleksja ma wpływ na naukę języków obcych?
Dysleksja - słowo, które napełnia niepokojem rodziców dzieci rozpoczynających edukację  szkolną. Zgodn...
Ach ten tata!
Jesteśmy świadkami dużej zmiany w myśleniu o wychowaniu dziecka, a może nawet pewnej rewolucji. Gdy rozmawi...

Qlturka.pl jest doskonałym źródłem wiedzy o wydarzeniach kulturalnych, polecanych książkach; skarbnicą mądrych pomysłów na upominki dla moich siostrzenic.

Edyta Sudoł, specjalista PR

Ostatni lampart