Udostępnij

No bo ty się boisz myszy, czyli bardzo krótki poradnik, jak uzyskać u dziecka efekt wielkich oczu

Dodano: 2010-09-27

Strach, jak powiadają, ma wielkie oczy. Obawiam się jednak, że gdyby stanął w szranki z postaciami z japońskich kreskówek, odpadłby w przedbiegach. Tamci to dopiero mają oczy! Wielkie i mokre. Po prostu piękne, jak krajobraz za oknem bacówki.


Warto więc dołożyć starań, żeby uzyskać efekt podobny bądź zbliżony. Przepis jest prosty, wystarczy:

 

1. Przeszukać pamięć i wybrać jakąś psychozę. Najlepiej faktyczną, żeby było wiarygodnie, chociaż z braku laku i wyimaginowana będzie dobra. Może to być wzmiankowana mysz. Świetnie sprawdzają się też wszelkie gady, płazy i robale z pająkiem na czele.
Skupmy się jednak na myszy.

 

2. Wbrew obiegowej opinii ugruntowanej piosenką Czerwonych Gitar, banie się myszy grzechem ani wstydem nie jest. Załóżmy więc sytuację hipotetyczną: mysz, może być polna, korzystając z chwili nieuwagi kota leniucha, wpada do domu. Takie są prawa przyrody i mysiej natury. Koniecznością jest gdzieś zaparkować i przeczekać: jesienne słoty, zimowe zamiecie i pierwsze wiosenne roztopy. Biduli nawet przez mysi móżdżek nie przebiegnie myśl, że oto, niniejszym, ma zaszczyt stać się pomocą naukową.

 

3. Przemieszczanie się gryzonia jest doskonałą okazją do odegrania sceny rodem z opery dla upiornej mamuśki.
W tym celu należy:
- wdrapać się na krzesło albo na taboret. Ewentualnie na inny mebel niższy od szafy;
- unieść ręce mniej więcej na wysokość głowy;
- wrzeszczeć ciągle i nieprzerwanie przez około minutę aaaaaaaaaaaa.... (w tak zwanym międzyczasie dobrze jest nie oddychać, więc proponuję zaopatrzyć płuca w odpowiednia dawkę powietrza);
- można tez piszczeć. Pisk jest bardziej tkliwy i rozdzierający serce. Niemniej wrzask zdecydowanie bardzie potęguje efekt;
- po chwili, kiedy mysz już dawno straciła poczucie bezpieczeństwa, a wszystkie inne żywe stworzenia typu pająk, komar, kot, ślimak przybłęda oraz świerszcz zza komina i domownicy doznali szoku na skutek dochodzących do nich dźwięków o wysokiej częstotliwości drgań, należy chwycić się za serce (jest z tej drugiej prawej)

 

4. ... i na drżących nogach zejść ze sceny. Bohatersko. Ostatecznie mysz została skutecznie wrzaskiem pokonana, a dziecko jest, no przynajmniej powinno być, przerażone. Możemy być z siebie dumne.

 

W przypadku, kiedy materiał ludzki jest odporny na sugestie, powyższe manewry powtarzamy do skutku. Czyli do chwili uzyskania pożądanego efektu w postaci wielkich, mokrych oczu i psychozy mysio-maniakalnej, zwanej syndromem Stefka Burczymuchy.


Zakładając, że psychoza jedna rodzi drugą, należy domniemywać, że z pająkami i innym strachogennym robactwem pójdzie nam znacznie szybciej. W końcu trening czyni mistrza.

 

Beata Wincza
http://nivejkowy.blogspot.com/

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Opinie

Liczba komentarzy: 0 Dodaj swój komentarz

Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.

Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka

 Lenka, Fryderyk i podróże