Udostępnij

Nabity w butelkę

Dodano: 2011-07-27

Wakacje, czas urlopu - rodzina rozpierzchła się w poszukiwaniu przygód, a ja - rada nie rada - zostałam w stolicy osnutej deszczem. „Wreszcie nadrobię zaległości" - ucieszyłam się. Miałam również nadzieję na poczytanie dobrej lektury i wyjście z przyjaciółmi "na miasto".

 

Pełna nadziei rozpoczęłam pierwszy dzień samotności. Nie powiem, było całkiem miło do momentu, kiedy zajrzałam do lodówki. A w niej... chciałoby się zaśpiewać „nie znajdziesz nawet lodu". Uznałam, że zrobienie zakupów i gotowanie dla samej siebie to już lekka przesada. Postanowiłam więc zjeść coś „na mieście". A że w stolicy knajpek zatrzęsienie - szybko natknęłam się na uroczą z azjatyckimi przysmakami - zapach mnie do niej zwabił. Zajęłam miejsce przy jedynym wolnym stoliku.


W oczekiwaniu na zamówione danie rozejrzałam się dookoła. Moją uwagę przykuła pewna mama, która karmiła chłopaka, prawie podlotka. Był trochę przy kości, wyglądał na 11-12 lat.

 

- Jak nie zjesz tej zupy do końca, to nigdy więcej nie zabiorę cię do restauracji - argumentowała.


- Nie rozumiesz, że już nie mogę? - odpowiedział chłopiec ze łzami w oczach. - Zmuszasz mnie to jedzenia, to jest karalne - nie dawał za wygraną, ale matka nic sobie z tego nie robiła, tylko w dalszym ciągu wpychała łyżkę w usta, bądź co bądź, prawie młodzieńca.

 

Chłopak w desperacji zadzwonił do taty. Słyszałam (wszyscy klienci wraz personelem słyszeli), że mama go na siłę karmi, itd.. Niestety, nic tym nie wskórał i po rozmowie poddał się zupie raz po raz pchanej w jego usta. Chłopak najwyraźniej czuł się upokorzony, bo spuścił głowę i nie odezwał się już nawet słowem.

 

My, klienci, też się nie odezwaliśmy. Nie wiem, o czym myśleli inni. Mnie przypomniał się amerykański film dokumentalny o ludziach, których partnerzy tuczyli i w ten sposób uzależniali od siebie. Wierzę, że to nie był ten przypadek, choć było widać, że mama lubiła kochane ciałko. Mam cichą nadzieję, że tego typu „karmienie" było jednorazowym incydentem wynikającym z ograniczonego budżetu, poczucia rodzica, że „zapłacił, więc dziecko ma zjeść do końca". Nie wiem dlaczego, ale od tamtego dnia nie opuszcza mnie myśl, że najwyraźniej chłopca nabiła w butelkę najbliższa osoba. Nie wiem tylko, dlaczego mam poczucie, że nie tylko jego.

 

Grażyna Nowak*

 

*Grażyna Nowak –- z wykształcenia dziennikarz i filolog, z zamiłowania bajarka bajek z ciekawym zakończeniem i fotograf-amator, z potrzeby miłośniczka muzyki, przyrody i rowerowych wypadów za miasto.

drukuj powrót
poleć artykuł

Qlturka.pl jest doskonałym źródłem wiedzy o wydarzeniach kulturalnych, polecanych książkach; skarbnicą mądrych pomysłów na upominki dla moich siostrzenic.

Edyta Sudoł, specjalista PR

Braciszek i Karlsson z Dachu