Przychodzi maj i znów na ławkach w parkach, na ścianach budynków, w załamaniach murów pojawiają się miłosne napisy. Można się dowiedzieć, kto kogo kocha, kto bez kogo nie może żyć, kto przez kogo płacze. Przez świat płynie niewidzialna, potężna rzeka namiętności, rozczarowań, marzeń, i zostawia po sobie osady w postaci flamastrowych bazgrołów.
Miłość nastolatków mieszka pod schodami, w szatniach, na klatkach schodowych. Jest oznajmiana światu przy pomocy koślawych napisów na chropowatych murach. Miłość gwałtowna, porywcza, nieunikniona jak ospa lub różyczka. Gotowa na szaleństwo, na próby ognia, wody i śmiechu. Niewprawna, bez perspektyw, samotna miłość wyznawana sprejem lub flamastrem w ukrytych miejscach, wstydliwie.
Kiedy podrostek odkrywa, że nie jest samowystarczalny, że potrzebuje, pragnie - rodzi się zażenowanie. Zależność od drugiej płci jest jak hańba, jak utrata niepodległości. Miłość pali, nagli, ciśnie, trzeba ją wyrazić, wyrzucić poza siebie, zostawić pod schodami, porzucić z nadzieją, że ktoś ją znajdzie, przeczyta, zrozumie.
Rafał Witek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych