Udostępnij

Matka na wychowawczym. Bilans zysków i strat

Dodano: 2010-01-17

Jestem mamą dwóch małych chłopców: Piotrusia (4,5 roku) i Michasia (2,5 roku). Młodszego urodziłam, będąc na urlopie wychowawczym ze starszym. Piotruś skończył trzy lata i poszedł do przedszkola, z Michasiem planuję pobyt w domu również do jego trzecich urodzin.

 

W listopadzie 2009 minęło 5 lat, odkąd przestałam regularnie chodzić do pracy. Nie tylko czuję, że wypadłam z rynku, ale wiem to, bo kiedy rok temu próbowałam wrócić na swoje stanowisko, usłyszałam od personalnej, młodszej ode mnie jakieś 10 lat, że muszę „na nowo odnaleźć się w firmie" i na ten czas odnajdywania zaproponowała mi żenująco niskie wynagrodzenie. Zlekceważyła moje poprzednie lata pracy, doświadczenie i umiejętności, bredząc o „konieczności udowodnienia kompetencji".

 

Jestem zatem w tej samej sytuacji co rzesze kobiet, dostające kopniaka przy powrocie na rynek pracy po kilkuletniej przerwie na wychowywanie dzieci. To niby współczujące i pełne troski pytanie mojej potencjalnej szefowej, klasycznej korpolaski: „a gdyby trzeba było przyjść do pracy w sobotę, to z kim ty dzieci zostawisz?..." od razu ustawiło mnie w roli pracownika gorszej kategorii, nieodpowiedzialnego, niepoważnego. Moją ciętą ripostę, że nie jestem samotną matką, puściła mimo uszu.

 

To jest największa strata, którą poniosłam, decydując się na wychowywanie chłopców. Kilka lat ciężkiej pracy na pozycję zawodową zdało się na nic. Muszę zaczynać od nowa, w całkiem innym miejscu, bo nie wrócę do korporacji, która oczekuje ode mnie pełnej dyspozycyjności i chce rzucić w zamian ochłapy.

 

Moja frustracja narastała w ciągu tych kilku lat. Jestem ambitną młodą kobietą, wykształconą, z dyplomem uniwersytetu, z certyfikatami z języków obcych, a wciąż tylko zmieniam pieluchy, czytam wierszyki o krówkach, gotuję, karmię, sprzątam, gotuję, karmię, sprzątam, gotuję, karmię, sprzątam, gotuję... I końca nie widać!

 

Było mi ciężko, kiedy nie zarabiałam żadnych pieniędzy. Aby czuć się dobrze, muszę zarabiać. Od przeszło roku mam zajęcie, które z nieba mi spadło, godziwie płatne, nieprzesadnie angażujące. Niesłychanie poprawiło to moje samopoczucie i podniosło samoocenę o jakieś 100 punktów.

 

Za mną trudny okres. Dwuletnia różnica między dziećmi dała mi w kość. Małe dzieci, niespełnione ambicje, zapracowany mąż... Klasyczny scenariusz. Ale teraz, kiedy chłopcy podrośli i młodszy nie jest już bezradnym niemowlakiem, nadszedł czas spijania śmietanki.

 

I nie wiem czy to dlaczego, że mój czas z dziećmi w domu powoli się kończy (we wrześniu Michaś zacznie edukację przedszkolną), ale ostatnio zaczęłam widzieć głównie jasne strony mojej sytuacji.

 

Kiedy nastały śniegi i mrozy, szybko znalazłam swoje miejsce w życiu - na podłodze w pokoju dzieci, przytulona plecami do ciepłego kaloryfera. Każdego szarego ranka, gdy zza okna dobiega odgłos żmudnego skrobania samochodowych szyb, otulam się szczelniej kołdrą i dziękuję Bogu, że jestem tu, a nie tam. Kiedy słyszę od sąsiadów z dołu odgłosy nerwowej bieganiny, dopiero przeciągam się błogo. Wstaję o 7.00, spokojnie wyprawiam męża z Piotrusiem i zostaję w domu z Michasiem. Wtedy mamy czas dla siebie - na przykład wskakujemy z powrotem do łóżka, mój słodki klusek zarzuca mi ręce na szyję, wyznaje miłość, całuje czule i śpiewa piosenkę o strażaku Samie.

 

Te nasze spokojne poranki bez poganiania i bez nerwów cenię chyba najbardziej. Wystarczy, że wizualizuję sobie odwrotną sytuację, typową dla matek czynnych zawodowo: pobudka przed świtem, makijaż jedną ręką, śniadanie drugą, pionizowanie dzieci trzecią, popędzanie męża, ubieranie marudzących dzieci, rozwożenie po placówkach, a wszystko w nerwach, w galopie i we łzach. Nic nie trwa wiecznie, więc pewnie i ta sielanka któregoś dnia się skończy, ale na razie nie chcę o tym myśleć.

 

Późnymi popołudniami siedzimy sobie we troje na kanapie pod kocykami i czytamy, czytamy, czytamy... Za oknem zapada zmrok, sypie śnieg, zadymka, zamieć, zawierucha - a my w cieple, w spokoju, razem. Wtedy czuję coś w rodzaju wdzięczności dla smarkatej personalnej i niedoszłej szefowej-korpolaski, bo właściwie dzięki nim siedzę sobie w ciepłym domu, zamiast przedzierać się przez śnieżycę do przystanku, albo stać w korku. W gruncie rzeczy oddały mi dziewczyny niemałą przysługę!

 

Ostatnio wyluzowałam też w podstawowej kwestii, która uniemożliwiała mi beztroskie korzystanie z uroków macierzyństwa. Przez lata bowiem tkwiłam w przekonaniu, że „siedząc w domu" powinnam mieć ten dom odpicowany na tip-top i codziennie ugotowane dwudaniowe obiadki z deserem. Przerywałam zabawę z chłopakami, gdy nagle spod łóżka wychynął tzw. kot i rzucałam się na niego z odkurzaczem. Kładłam się na dywanie i klnąc pod nosem wyciągałam spod szafek kurz, klocki i kawałki puzzli, a chłopcy patrzyli w zdumieniu, co też mama wyprawia. A potem wkurzona na maksa szłam gotować obiad, nerwowo opędzając się od dzieci i to był finał wspólnej zabawy.

 

Teraz jest mi po prostu dobrze. Odzyskałam spokój. Odpoczęłam. Mój utytłany w budyniu mózg budzi się do życia. Wiem, co chciałabym robić. Coraz częściej zastanawiam się, jakie byłoby nasze trzecie dziecko.

 

Pewnie, że błogość nie jest stanem permanentnym i od czasu do czasu mam ochotę rzucić w diabły domowy kierat, wiecznie pełny kosz na pranie, góry garów i ciastolinę wdeptaną w dywan i zwiać do korporacji, ale chęć ucieczki mija, nim znajdę w czeluściach szafy kostium i szpilki. Bo Michaś, którego pięć minut wcześniej miałam ochotę przerobić na mielone, przyjdzie i powie „kocham cię", a Piotruś, patrząc mi w oczy, wyzna: „Mamusiu, jesteś moją Wiktorią!"

 

Tak, to właśnie jest moje miejsce w życiu. Bilans wychodzi na plus.

 

Dorota Smoleń

 

Autorka prowadzi dwa bardzo poczytne blogi:
od-rana-do-wieczora.blog.pl
www.dwiechochelki.pl

 

drukuj powrót
poleć artykuł
Wrodzone talenty - jak rozwijać, a nie tłumić
Już od najmłodszych lat możemy zaobserwować między dziećmi wyraźne różnice indywidualne. Dotyczą one szybko...
Koncentracja uwagi – kilka rad dla rodziców
Koncentracja to umiejętność skupienia uwagi na wykonywanym zadaniu. Niedostateczny jej poziom może przejawi...
Mały indywidualista czy cząstka społeczeństwa?
Dziecko w żłobku czy przedszkolu poddawane jest sztuce współpracy. W domu też często jest uczone słuchania ...
Cele wychowania – czemu warto je określać?
Rodzice  bardzo często stawiają pytania, na które nie da się odpowiedzieć inaczej, jak pytaniem zwrotn...

Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.

Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców

Zakretki.info - Pomagamy nie tylko przyrodzie...