Wakacje przekroczyły półmetek. Ci bardziej zapobiegliwi już w czerwcu skompletowali wyprawki szkolne, inni zaczynają o tym myśleć. Zapewne i tym razem nie obejdzie się bez solidnego opróżnienia kieszeni. Wiedzą o tym również rodzice Jasia. Powoli zaczyna do nich docierać, że epokę zwykłą - zwykłych 16-kartkowych zeszytów, gumek, ołówków, plecaków, szortów, kapci, wypiera epoka bajerów, których nie powstydziłby się nawet Agent 007 James Bond.
Już sam wybór specjalnego designu dla chłopaka czy dziewczyny spędza sen z powiek rodziców i latorośli. I trudno się dziwić. Postacie z kreskówek, gwiazdy sportu czy inny "Włatca Móch" od pierwszego spojrzenia kwalifikują ucznia do pewnej szkolnej grupy. Kto się wyróżnia - jest wykluczony. Długopis z latarką i wskaźnikiem laserowym, dziurkacz kreatywny, gumka-szminka, niełamliwe linijki i ołówek stanowią przepustkę do świata rówieśników, kolegów czy nawet przyjaźni (co do ostatniego mam wątpliwości).
Okazuje się, że nie wszystkie dzieci chcą uczestniczyć w tej gadżetowej pogoni. Na przykład taki Jasio zapytany o designerskie preferencje tylko się skrzywił.
- Nie chcę żadnego plecaka, nie chcę chodzić do szkoły!
- Ależ Jasiu - nie dawał za wygraną tata. - Jak byłem w twoim wieku, to marzyłem o tym, by być pilotem, ale nie chciało mi się chodzić do szkoły, więc kopię doły - próbował zachęcić malca do zmiany decyzji.
- No właśnie, tatusiu - wtrącił Jasio. - Ja właśnie marzę o tym, by kopać doły i jeździć koparką jak ty, więc nie muszę już chodzić do szkoły i kupować żadnych bajeranckich piórników, prawda? - zapytał Jasio i uśmiechnął się tak słodko, jak tylko on potrafił.
Grażyna Nowak
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)