Udostępnij

Komunię czas zacząć

Dodano: 2010-05-05

Wczoraj, zupełnie przypadkiem, stałam się świadkiem rozmowy sąsiadek z bloku:


- Bardzo lubię maj, chociaż ... nie w tym roku - powiedziała jedna z nich.

 

- A czemuż to? - dopytywała z prawdziwym przejęciem druga.

 

- Jak to? To pani nie wie? Nie dość, że w domu mam zakochanego maturzystę - wie pani jakie to niebezpieczne zestawienie, to jeszcze jestem matką chrzestną dwójki dzieci, które w tym roku idą do I Komunii Świętej. Mam nadzieję, że komunie nie wypadną tego samego dnia, bo to byłaby prawdziwa katastrofa. Nie wspomnę o wydatkach - dodała.


- Rzeczywiście za kieszeń musi się pani mocno trzymać - dodała współczująco rozmówczyni, ale w odpowiedzi słychać było jedynie głębokie westchnienie. I trudno się dziwić. Wiem, że ledwo wiążą koniec z końcem, a tu tyle wydatków.

 

Pomyśleć, że problem zakupu prezentu z okazji I Komunii Św. każdego roku dotyka wielu z nas. Komunia to przecież jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu każdego katolika i w naszej tradycji jest obchodzona bardzo uroczyście. Często jest znakomitą okazją do spotkań rodzinnych, spotkań z dawno niewidzianymi krewnymi, a tym samym do pokazania się. Z reguły odbywa się to w myśl zasady „zastaw się, a postaw się" - niezależnie od tego, czy się jest goszczonym, czy goszczącym. Jedno jest pewne - zarówno jedni, jak i drudzy chcą się pokazać z jak najlepszej strony - nie dziwi fakt, że rodzice chrzestni również. W sumie nic w tym dziwnego. Oczy wszystkich w drugiej kolejności są zwrócone właśnie na nich. Chrzestni chcą więc umilić tę wyjątkową uroczystość miłym podarkiem. I wcale mnie to nie dziwi. Jedynie przeraża skala tego zjawiska. Może nie powinna, a jednak. I zapewne nie przez przypadek w ubiegłorocznym rankingu najchętniej kupowanymi artykułami komunijnymi były wieże stereo, komputery, kamery, rowery ze wszystkimi możliwymi bajerami, przerzutkami, dodatkami, aparaty fotograficzne godne zawodowca.

 

Sąsiadka zerknęła do dziurawej kieszeni i aż płakać się jej chciało, bo szczodra to kobieta, która chciałaby podarować chrześniakom coś wyjątkowego i wymarzonego. Tak powstał dylemat, czy się zadłużyć, zaciągnąć kredyt, zapożyczyć u znajomych i krewnych, w myśl wspomnianego wcześniej porzekadła, czy od razu skazać się na oglądanie niezadowolonej miny malca w chwili wręczania symbolicznego prezentu.

 

- Bo wie pani - słuchałam dalej. - Znajomi, którzy komunijne doświadczenia szczęśliwie mają już za sobą mówią, że nie będzie łatwo. Na przykład ta spod piątki mówiła, że jej Izaura od ojca chrzestnego dostała plazmę . Skąd na to brać. Ja całe życie pracuję i na plazmę mnie nie stać, a co dopiero dawać w prezencie! Z głodu bym później musiała zdychać. A Leoncjo, synek tej spod trójki, w zeszłym roku dostał wyczynowy rower. Podobno taki kosztuje z pięć tysięcy złotych - dodała. - I wie pani, dostał też odporny na wstrząsy, taki z bajerami - zegarek i pieniądze - wymieniała jednym tchem.


- Zaraz, chwileczkę ... - zastanowiłam się, czy przypadkiem moja chrześnica nie ma I Komunii Świętej w tym roku? Najwyraźniej wypowiedziałam te słowa w złym momencie, bo chwilę później zadzwoniła Julka, moja chrześnica.


- Ciociu, czy będziesz jutro w domu? Pytam, bo chcemy z mamą i tatą do ciebie przyjechać.


- Nawet wiem, co jest powodem tej wizyty - próbowałam rozluźnić lekko sztywną atmosferę. Julka zaśmiała się tylko, co oznaczało, że cieszy się z tego faktu.


Kiedy rozłączyłyśmy się, zastanawiałam się, co jej kupić? To ma, to ma, natomiast to jest zbyt. Sąsiadki czytały w moich myślach, bo jedna z nich wtrąciła:


- Pomyśleć, że całkiem niedawno najbardziej wymarzonym prezentem były łyżworolki.


- I koperta z gotówką - dorzuciła druga.


Tak, to jest jakaś myśl. Koperta do tej pory uratowała niejednego zagubionego gościa.


- Szkoda tylko, że prezenty, nieważne w jakiej formie, zaczynają być ważniejsze od samego aktu przyjęcia Pana Boga do swego serca - skomentowałam. I wtedy ponownie zadzwoniła Julka:


- Ciociu, tylko się nie zastanawiaj nad prezentem, ja wszystko mam. Najważniejsze byś była ze mną tego dnia.


Zamarłam z wrażenia. Więc może z dziećmi wcale nie jest tak źle, może to raczej problem dorosłych.


- Tak więc, moje panie, Komunię czas zacząć - powiedziałam na odchodnym i uśmiechnęłam się do świata.

 

Grażyna Nowak*

 

*Grażyna Nowak –- z wykształcenia dziennikarz i filolog, z zamiłowania bajarka bajek z ciekawym zakończeniem i fotograf-amator, z potrzeby miłośniczka muzyki, przyrody i rowerowych wypadów za miasto.

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.

Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Sekret księgi z Kells