Udostępnij

Kazoo – kolorowe cudo

Dodano: 2010-12-09

Pomarańczowe cudeńko wypatrzył w sklepie muzycznym Franc, po czym przyssał się do witryny i jedynym sposobem, aby zakończyć jego mękę, było wydanie kilkunastu złotych na... niewiadomo co.


Jowialny pan sprzedawca, mimo że chwilę wcześniej podawał mi szczegółowo zalety wszystkich dostępnych na rynku rodzajów kalafonii, o plastikowej rurce nie był w stanie ani nic powiedzieć, ani tym bardziej nie umiał wydobyć z niej dźwięku (chciał zapytać kolegę, ale ten przezornie ulotnił się z pola widzenia). Przeliterował tylko głośno napis na etykietce: K-A-Z-O-O, zainkasował należność, a my z Francem zostaliśmy sam na sam z dziwną pomarańczową tutką.


Z początku była grzeczna, i choć mój synek z całej siły dmuchał to z jednej, to z drugiej strony, milczała jak zaklęta. Franc swój 5-letni rozumek ma i już w tramwaju znalazł sposób na kazoo. Miny współpasażerów - bezcenne.


Kto choć raz grał na grzebieniu albo nawet tylko próbował grać, z kazoo poradzi sobie doskonale. Można na nim (na niej?) zagrać cały znany sobie repertuar, bez rozgrzewki i bez zaglądania w nuty. Jak podają źródła, kazoo, zwane też mirlitonem, to „membranofon dęty", dźwięk wydobywany przez usta wzmacnia się dzięki membranie umieszczonej w rurce z plastiku, bambusa lub metalu.


Można się zainspirować mistrzami kazoo pokazującymi swoje umiejętności w internecie (wystarczy wrzucić „kazoo" np. na Youtube) i wybrzęczeć własne interpretacje światowych coverów.

Choć Franc akurat inspiracji nie potrzebował. Przegrał po kilka razy wszystko, co znał - od piosenek przedszkolnych, poprzez kolędy, na hymnie państwowym kończąc, po czym został pozbawiony instrumentu przez starszą siostrę. Ta z kolei przez mamę, ale o tym sza...


A teraz mieszka u nas cała rodzinka kolorowych tutek. Moja jest zielona. Leży cichutko w szafce i już nie może się doczekać Wigilii. I choć są tacy, którzy kazoo za instrument nie uznają, my damy czadu, mała!

 

Katarzyna Czarnecka
melomanka, językoznawca, mama
właścicielka Klubu Edukacji Muzycznej „DO-RE-MI-FA"
www.doremifa.eu

 

Do-re-mi-fa

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.

Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych

Mia i Migusie