Artykuł archiwalny
Udostępnij

Karp po australijsku

Dodano: 2010-11-30

Święta za pasem - na każdym kroku przypominają o tym wystawy sklepów, promocje, reklamy. Jedna z nich - taka z gadającym karpiem - przypomniała mi pewną Wigilię. Spędziłam ją w gronie przyjaciół i ich dalekich krewnych, którzy do Polski przyjechali z Australii specjalnie na Święta.

 

Ze względu na wyjątkowych gości Wigilia miała być jeszcze bardziej niepowtarzalna i niezwykła niż zwykle, z zachowaniem naszych zwyczajów i tradycji. Było więc dwanaście potraw, opłatek, pod obrusem siano, puste miejsce przy stole, kolędy, prezenty. Nawet zwierzęta miały przemówić ludzkim głosem.

 

Wspólnie z rodziną uradziliśmy, że potrawą wieczoru będzie barszcz z uszkami i karp w galarecie. Wydawało nam się, że będą to dania godne przybyszów z krainy bumerangów. O ile z uszkami i barszczem poradziliśmy sobie bez żadnego problemu, o tyle karp stanowił dla nas swego rodzaju wyzwanie. Co prawda udało się kupić jednego biedaka, ale nikt z nas nie wiedział, jak się za niego zabrać. Postanowiliśmy na jakiś czas wpuścić go do dużej miski, a potem zdecydować, co dalej. Najwyraźniej magia Świąt sprawiła, że nikt z nas nie chciał pozbawić go żywota. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy, że po Świętach wypuścimy go do jakiegoś stawu. Co prawda znajomi mieli problemy z wyobrażeniem sobie Wigilii bez karpia, bo to z pewnością jedna z najważniejszych potraw na świątecznym stole, symbol polskiej tradycji Bożego Narodzenia, ale jakoś udało się ich przekonać. Udało się - Wigilia bez karpia była wyjątkowa. Goście z Antypodów byli zachwyceni naszymi zwyczajami, magią Świąt, potrawami - oczywiście skosztowali wszystkich dań, zapewniając sobie szczęcie na cały rok.

 

Po uroczystej wieczerzy śpiewaliśmy kolędy - śpiewem chcieliśmy zwabić Świętego Mikołaja. Wtedy też Mary usłyszała pluskającego się w misce karpia.

 

- Złowiliście i nie mieliście go gdzie wyrzucić? - dopytywała lekko łamaną polszczyzną. Chyba zrobiliśmy dziwne miny, bo Mary zaczęła tłumaczyć, że w Australii karp uważany jest za szkodnika, którego po złowieniu (żywego) nie można z powrotem wyrzucić do wody - pod karą grzywny. Tłumaczyła, że w Australii karpie są istną plagą, bo wypierają rodzime gatunki. Dlatego nawet rząd wspiera ich wyławianie i przerabianie na mączkę. Po tych słowach zapanowała dziwna cisza, którą przerwał gromki śmiech mojej mamy. Po chwili śmieliśmy się wszyscy. Nie wiem, czy to była radość z uratowania karpia, czy z uniknięcia małego faux pas. Jednak wiem na pewno, że te Święta zostaną w mej pamięci już na zawsze.

 

To moja świąteczna historia. Jestem przekonana, że Państwo również przeżyliście wiele ciekawych przygód związanych ze Świętami. Jeśli tak, zapraszam do podzielenia się nimi z czytelnikami Qlturki.pl.

 

Grażyna Nowak*

 

**Grażyna Nowak –- z wykształcenia dziennikarz i filolog, z zamiłowania bajarka bajek z ciekawym zakończeniem i fotograf-amator, z potrzeby miłośniczka muzyki, przyrody i rowerowych wypadów za miasto.

 

drukuj powrót
poleć artykuł

"Z Qlturki" - taką odpowiedz słyszę najczęściej, gdy pytam gości, skąd dowiedzieli się o naszej kawiarni.

Malwina Kazimierczak, właścicielka FikuMikuCafé, mama 3-letniej Miki.

Za niebieskimi drzwiami