Moja córka namiętnie ogląda Świnkę Peppę. I jak to zazwyczaj bywa, zamiast zająć się w tym czasie niecierpiącymi zwłoki obowiązkami, siadam obok córki i też patrzę. Zresztą z przyjemnością.
Przy okazji Dnia Dziecka przypomniałam sobie odcinek o Świętym Mikołaju. Jak by nie patrzeć: też o upominkach. Każde dziecko wrzuciło do skrzynki własnoręcznie napisany list z prośbą o prezent. Nie, nie pomyliłam się, napisałam „prezent" - rzeczownik w liczbie pojedynczej. Ale to nie wszystko. Nie dość, że tylko jeden upominek, to jaki! Wcale nie konsola do gier, quad czy gwiazdka z nieba. Dzieci prosiły o kolejkę, skakankę, zabawkową myszkę czy trąbkę, a wszystkich przebiła moim zdaniem Peppa, która chciała dostać jo-jo. Najzwyklejsze na świecie jo-jo.
Zaraz, zaraz, to wystarczy? Więc wcale nie trzeba wagonu słodyczy i kontenera zabawek?
- Różowe rajstopy! Dostałam! - powiedziała radośnie moja dwuletnia córka, wkładając na siebie rzeczoną część odzieży i wspominając chwilę, gdy uroczyście wręczyłam jej paczkę z przyodziewkiem.
Ona jeszcze potrafi, bo starszy syn na widok piżamy (naprawdę nie byle jaka!) wygiął usta w podkówkę i wyartykułował prośbę o jakąś inną niespodziankę, byle nie ubranie.
Może ubrania nie cieszą już tak samo starszych dzieci, ale postarajmy się z każdego prezentu zrobić święto, tak by maluchy jak najdłużej utrzymały tę piękną umiejętność cieszenia się z każdego drobiazgu.
Anna Lewandowska
pstryku-pstryk.blogspot.com
www.dwiechochelki.pl
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych