Niech nam się nie wydaje, że uchronimy dzieci przed wszystkimi wypadkami, uszkodzeniami ciała, trudnymi relacjami. Choćbyśmy starali się za wszelką cenę zabezpieczyć każdy dziecięcy krok, poświęcając tym działaniom cały czas wolny, poniesiemy porażkę.
Dziecko musi obijać sobie głowę i nosić dumnie sine trofea jak złotą koronę, musi mieć zdarte do krwi kolanka, a strupy odklejać z lubością w kąpieli, musi przewracać się na rowerze, bez dodatkowych kółek, zanim nauczy się łapać równowagę, musi zbierać cięgi od starszego rodzeństwa i płakać w poczuciu niesprawiedliwości, że znów "niechcący" obiło się o kant łóżka, musi podtopić się setki razy, nim nauczy się płynąć na fali, musi rysować głowonogi, zanim zacznie dorysowywać im całą resztę. Nie ma rady. "Jak się nie psewróci, to się nie naucy". Tak było i będzie.
Jakże trudno niektórym pojąć, że dziecko w ten sposób odkrywa świat, poznaje, przyswaja normy i wyrabia sobie nawyki oraz prawidłowe odruchy. Maluch uczy się świata i siebie samego, pokonuje własne ograniczenia i rozwija umiejętności.
Rodzic nie musi biegać za dzieckiem krok w krok, ingerować w każdy konflikt pomiędzy rodzeństwem, ubierać malca w rękawki, umieszczając go jednocześnie w dmuchanym kole i trzymając go pod pachami, aby nie poszedł pod wodę podczas nauki pływania, nie musi też poprawiać i uzupełniać rysunków czy prac swej pociechy.
Czasem warto zaufać małemu człowiekowi, popatrzeć, sprawdzić czy sam da sobie radę. Dziecko może nas zaskoczyć i sprawić, że otworzymy szeroko oczy ze zdziwienia: "Takie malutkie a takie dzielne i mądre".
Danie dziecku trochę wolności i wiara w to, że sobie poradzi, daje szansę na wychowanie człowieka, który będzie samodzielny i świadomy, co z pewnością zaprocentuje w jego dalszym życiu.
Nie mówię, że rodzic powinien dać zatłuc sobie potomka albo pozwolić mu się trwale uszkodzić. Chodzi o to, by nie stać nad nim stale i nie ograniczać jego naturalnej potrzeby poznawania i doznawania. Podążać za dzieckiem, podpowiadać mu, rozmawiać "po", całować, tulić gdy boli, złapać, jeśli widzimy, że będzie niebezpiecznie, ale czasem pozwolić na to żeby zabolało, pozwolić, żeby zabrało i żeby mu zabrano, pozwolić mu doświadczyć, co może się stać gdy...
Myślę, że umiejętność powstrzymania się od ciągłego ratowania brzdąca z opresji, pomagania mu za wszelką cenę, jest dla niektórych rodziców o wiele większą sztuką, niż bycie w ciągłym pogotowiu. Tak jakby rodzice bali się, że bez ich stałej ingerencji mały człowiek nie będzie w stanie funkcjonować.
Prawdą jest, że nikt i nic nie zastąpi kochających i zaangażowanych rodziców, jednak warto, aby i rodzice umieli sobie czasem odpuścić, aby świat ich dzieci nie był całkiem idealny. Bo co potem...?
Anna Zagajewska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych