Mama pracująca jest kłębkiem nerwów. Właściwie każda kobieta, która jest mamą, wie dlaczego. Nie będę się nad tym rozwodzić. Sęk w tym, aby dojść do punktu zwrotnego, gdy przewartościujemy sobie podejście do pewnych spraw i nabierzemy dystansu. Pozornie łatwe, kiedy się wie, że potem będzie lepiej. W praktyce jakoś trudno do tego dojść. Każda z nas wie, że powinna jak najszybciej coś zmienić, bo choć się staramy, to i tak znajdzie się ktoś, kto zwróci nam uwagę, że kurze latają po podłodze. Kiedy indziej zdarzy się, ż e dziecko nie dostanie posiłku na porę, mąż zaśnie, czekając aż przyjdziemy do łóżka, a psu pęknie pęcherz, bo mu się spacer znacznie opóźni "i te pe, i te de, i te pe " cytując moją ulubioną poetkę.
Na dłuższą metę zaczynamy szwankować, stajemy się nerwowe i jesteśmy permanentnie zmęczone. Nie mamy czasu ani na sen, ani na książkę, o innych atrakcjach kobiet, które w tym miejscu przychodzą do głowy, nie wspomnę. Frustracja z powodu nie spełniania wszelkich oczekiwań, jakie mają wobec nas bliscy i dalecy, wykańcza.
Taaaak! Słyszymy zewsząd, że nie musimy być idealnymi matkami, sprzątaczkami, pracownicami, żonami i.... powiem delikatnie, kobietami, że jest wiele sposobów, aby sobie ułatwić życie, ale kiedy dzieci są małe, pracy przy nich jest wystarczająco dużo, żeby nie móc złapać oddechu, co dopiero gdy doda się do tego zarabianie na życie, czy pielęgnowanie ogniska domowego.
Na co dzień jest trudno, ale czasem czekają nas dodatkowe atrakcje, jak chociażby wyjazd drugiej połowy. Bez zdublowanych rąk, nóg, głowy, wsparcia w pogadankach z cyklu: „dlaczego wchodzenie na stół i skakanie po nim może szkodzić zdrowiu?", grozi nam katastrofa! Znam to z autopsji...
Ostatnio mój mąż wyjechał na firmowy zjazd integracyjny. Dotąd zawsze jeździliśmy na takie wypady razem. Mąż spędzał dzień ze swoją ekipą, a noce mieliśmy dla siebie, nie trzeba było tęsknić, czekać i zmieniać porządku dnia. Tym razem nasze plany spaliły na panewce, bo dzieci rozłożyły się kompletnie, po raz setny w tym roku. Znowu leki, wycieczki objazdowe po szpitalach i lekarzach, inhalacje i nieustanne oklepywanie plecków.
Musiałyśmy zostać w domu. I co? Zamiast relaksu kolejny etat, tym razem pielęgniarki!
A w słuchawce koleżanka wypluwa siebie pełne nienawiści, sama już nie wiem, czy do mnie z powodu mojej głupoty, czy do mężczyzn w ogóle, słowa, które spływają po mnie jak po kaczce: „Ty, stara puściłaś męża samego na zjazd integracyjny? Zwariowałaś? Wiesz, co tam się dzieje?"
Halo? Ja tu mam dzieci chore, stertę papierów do uzupełnienia, dom na głowie, sprzątanie i do pokonania te wypiętrzające się w łazience góry zabrudzonych ubrań, do tego komputer zakochał się we mnie i nie odstępuje mnie na krok. Czy mam się jeszcze martwić, co mój mąż będzie robił na wyjeździe integracyjnym? Poprosiłam go z uśmiechem, żeby się tam nie zakochał i żeby szybko wracał, bo już za nim tęsknię. Postanowiłam nawet nie dzwonić, nie pytać, jak mu tam. Prawdę mówiąc, myślałam, że choć on trochę odpocznie, poza tym miałam dom pełen niespodzianek, które zapewniły mi moc atrakcji oddalających wizualizacje ukochanego w objęciach firmowego wampa.
Sen z powiek spędził mi natomiast fakt, że kominek ciągle gasł i bez przerwy musiałam rozpalać, podpalać, doglądać. Trzy dni i noce na kolejnym etacie: Kopciucha, bo Hestią to ja na pewno nie jestem, tej się wszystko ładnie pali!
Nota bene okazało się, ze jakiś dodatkowy szyber się zamknął i mogłam sobie próbować utrzymać wspaniały płomień do woli
Życie! Włączyłam 3 grzejniki elektryczne i czekałam na powrót mego rycerza. Przyjechał, przytulił i poprawił system grzewczy.
A ja ?
„Jestem kobieta pracującą, żadnej pracy się nie boję", ale tak bardzo marzę o wakacjach i o tym, aby nauczyć się znów odpoczywać!
Anna Zagajewska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka