Jeżeli czytaliście moje felietony, to wiecie, że jestem dziadkiem. Prawda, że nie wyglądam? Chciałem tak sobie trochę powspominać, trochę pozazdrościć, a może coś doradzić?
Dawno, lecz jakby wczoraj, koniec lat 70., 21. stopień zasilania, brak wszystkiego. W zimę spotkała nas 100-letnia staruszka. I tak jakoś zostałem ojcem. Przez 9 miesięcy udało się nam zdobyć 70 szt. pieluch tetrowych. Boże, martwiliśmy się, że za mało, ale ze względu na trudności musiało wystarczyć. Ciąg dalszy to kocioł 20-litrowy, drewniane szczypce, wiórki z mydła marki "Jeleń" i olbrzymie samozaparcie zwane rodzicielstwem.
Wreszcie nastąpił ten dzień, maleństwo z mamą w domu. Boże, ile radości, miałem 25 lat, a jak zobaczyłem swoją córcię to całkiem wymiękłem i natychmiast przejąłem obowiązki specjalisty od pieluch. Dziennie zużytych szt. 40, w porywach do 50-ciu. Dziecko nie miało prawa leżeć w mokrych, poza tym przeciekały na śpioszki. Więc kocioł gotował z mydłem "Jeleń" zużyte tetry, wcześniej przepłukane w wannie. Zdobyliśmy od ciotki elektryczną prasowalnicę i suszenie pieluch przebiegało błyskawicznie. Było to mordercze i czasochłonne działanie, dlatego też moja zaradna połowica przy współpracy z babcią rozpoczęły akcję nauki korzystania z nocnika. Przy każdej nadarzającej się sposobności dziecko sadzane było na nocniku. Każdy powrót ze spaceru czy też innych wyjść wyglądał tak samo. Staraliśmy się, aby ta akcja była przyjemna, więc wiązało się to z czytaniem bajek i śpiewem, nawet ja śpiewałem... Udało się, misiaczek w 11. miesiącu życia cudnie wołał, gar zniknął, pieluchy poszły do lamusa, a ja odetchnąłem.
Ale ponieważ historia lubi się powtarzać, po pięciu latach (połowa lat 80.) znów zostałem ojcem. Pieluchy jakoś zostały, ale w domku, zakupiona na kredyt dla młodych małżeństw, stała śliczna emaliowana pralka automatyczna marki "Polar". Cudo techniki XX wieku. Facet, który wymyślił to urządzenie, powinien dostać Nobla. Właściwie wszystko tak samo, lecz już inaczej, pieluchy na bio w praleczce, płukanie niestety zostało, ale to pryszcz. Potem przyszły lepsze proszki, w ogóle bajka. No cóż, dzieciaki bez odparzeń szybko przystosowane do korzystania z WC. Rodzice urobieni po pachy.
Dziś "Pampersy" wszelkiej maści, święty spokój i wygoda, ale czy jesteśmy pewni, że to jest takie dobre...?
Julian Solecki
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka pokazuje nam - rodzicom, świat widziany oczyma dziecka. Jest to nieoceniona pomoc w jego zrozumieniu!
Edyta Jungowska, aktorka, wydawca książek Astrid Lindgren w wersji audio