W pałacu w Chlewiskach spotkałem szczęśliwe dzieci. Pracowały w stajni. Zajmowały się oporządzaniem koni, siodłaniem ich i przygotowaniem do jazdy. Udzielały też lekcji początkującym dżokejom.
Dzieci była dwójka. Miały na imię Aneta i Angelica, miały po 12 lat. Każdego dnia po lekcjach przybiegały do pałacu, do stajni, do swoich koni. W kantorku z siodłami i ogłowiami przebierały się w wąskie dżinsy, pasiaste podkolanówki, złachane kurtki i nowiutkie dżokejki. Nie zdejmowały ich ani do szczotkowania, ani do karmienia.
Rozmawiałem z Anetą i Angeliką całe przedpołudnie którejś soboty, rozmawiałem i patrzyłem. Widziałem dzieci, które w swojej pasji znalazły siebie. Ich cierpliwość i czułość dla zwierząt była czułością, która nie przemija; ich wiedza fachowa imponowała mi, a to jak jeździły - to mnie poruszyło. Jeździły bez pokrzykiwań i razów, bez buty i pozy. Panowała między nimi a zwierzętami całkowita harmonia, porozumienie na poziomie instynktownym, łagodność. To się przekładało na styl jazdy, miękki i wdzięczny, pozbawiony zbędnych ruchów, zespalający zwierzę i jeźdźca w jeden organizm.
Rozmawiały z końmi jak z młodszym rodzeństwem, tłumaczyły im zawiłości świata ludzi. Miały cierpliwość i czas, miały słońce na policzkach, miały uśmiech, który brał się ze środka. (2005 10 02)
Rafał Witek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka