Mój dwuipółletni synek zaskoczył mnie niedawno takimi oto słowami: „Ja nie chcę być dorosły. Chcę być zawsze malutki, chcę być zawsze z mamusią". Zdanie to przepełnione było smutkiem. Ale to nie koniec, powiedział jeszcze: „Ja nie chcę iść do Pana Boga". Tu z kolei wyczułam strach. Pytanie, jakie sobie sama postawiłam brzmiało natomiast: „Czy on nie jest za mały na tak trudne przemyślenia? Skąd mu to właściwie przyszło do głowy?".
Pragnienia mojego dziecka, z gruntu naiwne i dziecinne, są tak naprawdę wstydliwymi i niewypowiedzianymi głośno pragnieniami większości z nas. Nas, czyli jakże często niedojrzałych emocjonalnie, zagubionych, raczej szybujących w obłokach, aniżeli stąpających twardo i pewnie po ziemi. Niejeden dorosły, który miał szczęście przeżyć szczęśliwe dzieciństwo, wraca do tych czasów, zapominając o tu i teraz. Ale cicho sza, jesteśmy przecież dorośli i odpowiedzialni. Takich przynajmniej udajemy przed własnymi dziećmi...
Dzieci mamimy tym, jak to wspaniale być dużym, czyli w końcu samodzielnym dorosłym, a przecież oddalibyśmy wszystko za powrót do beztroskiego dzieciństwa. Życie ma jednak swój radosny początek i nieunikniony koniec. Dla jednych oznacza to „pójście do Pana Boga", dla innych nicość, pustkę lub jeszcze coś innego. Zawsze jest jednak wielką niewiadomą. Tak jak dla mojego synka, którego niespodziewane słowa były zapewne podszeptami tajemniczej dziecięcej intuicji.
Kinga Jurgilewicz-Malek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to strzał w dziesiątkę. Bardzo wartościowy serwis dla rodziców i dzieci, którzy poszukują pomysłów na wspólną naukę i zabawę. To pierwszorzędny przewodnik po dobrej książce, ciekawym filmie czy przedstawieniu teatralnym. Gorąco polecam!
Agnieszka Babik, analityk rynku, mama 6-letniej Marianki i 13-letniego Szymona