Kocham moje dzieci najbardziej na świecie. Naprawdę. Co prawda czasami sama muszę sobie o tym przypominać, ale fakt pozostaje faktem.
Tak się składa, że przez ostatni miesiąc musiałam sobie o tym przypominać całkiem często.
Na przykład zeszły tydzień spędziłam z moimi najukochańszymi dziećmi w domu. Jedno miało bardzo wysoką gorączkę, a drugie miało nieco niższą gorączkę. W ramach rozrywek poszłam z nimi do lekarza oraz raz wyskoczyłam po południu do sklepu. Biegiem.
W piątek mąż wrócił z pracy o zwykłej porze, ale zdecydowanie za późno, jak na moją wytrzymałość (skończyła się gdzieś około ósmej rano). Rozważnie się nie odzywałam, bo nie byłam pewna, co mogę niechcący powiedzieć.
Mąż popatrzył na mnie uważnie.
- Może sobie gdzieś wyjdziesz, kochanie?
- Boję się, że mogłabym nie wrócić - odpowiedziałam, nim zdążyłam pomyśleć.
Chyba mi jednak nie uwierzył, więc już w sobotę rano wrzuciłam do torebki portfel i z lekkim sercem porzuciłam rodzinę. Niech się nad sobą pastwią sami. Żadnych dzieci przez następne kilka godzin - postanowiłam.
W cudowny sposób spędzałam czas, wałęsając się między półkami w księgarni, pijąc kawę i przerzucając strony jakiejś gazety oraz przez pół godziny wybierając kuchenną ściereczkę. Przy stoisku z obrusami zadzwonił telefon: - Może wpadniesz na kawę? - powiedziała znajoma.
Pewnie, czemu nie. Przecież jestem panią swojego czasu.
Godzinę później siedziałam więc przy kawie, niespiesznie odkrawając kęsy pysznego ciasta z kremem. Rozmawiałam z dorosłą osobą i nikt w tym czasie nie ciągnął mnie za rękaw, wołając coś o piciu, jedzeniu, czytaniu, graniu czy innych niecierpiących zwłoki sprawach.
Prawie dwuletnia córka znajomej, Marysia, postanowiła zaprezentować, jak wygląda dziecko-anioł, więc popatrywałam na nią z zawiścią, gdy grzecznie przeglądała książeczkę albo robiła zdjęcia zabawkowym aparatem. Wreszcie Marysia usiadła przy stole i wzięła kredki do ręki. Nogi same zaniosły mnie w jej pobliże.
- Porysujemy razem? - zapytałam.
Następny kwadrans spędziłam na wymienianiu się kredkami i podziwianiu wielobarwnych bazgrołów w wykonaniu Marysi.
Od dzieci nie da się uciec.
Anna Lewandowska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.
Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka