Dziś piszę jako świeżo upieczony ojciec. A może raczej - świeżo oskubany. Ale zacznijmy od początku... Maja urodziła się 9 stycznia, w samo południe, w warszawskim szpitalu przy Madalińskiego. Wszystko odbyło się szybko, sprawnie i "po ludzku".
Warunki mieliśmy doskonałe. Po wstępnym badaniu na izbie przyjęć trafiliśmy do jednoosobowej sali, która pozostawała do naszej dyspozycji przez cały okres porodu i jeszcze kilka godzin po. W sali był prysznic, drabinka do ćwiczeń i mnóstwo innych udogodnień, z których nie skorzystaliśmy. Najważniejszym udogodnieniem okazała się bowiem nasza położna - cierpliwa, fachowa, uśmiechnięta i - co najważniejsze - będąca na każde nasze wezwanie. To dzięki niej wszystko odbyło się sprawnie i bez komplikacji. Wiele pomogło również podane na czas znieczulenie, którym zajął się osobiście zastępca ordynatora oddziału położniczego. Życzliwość całego personelu do dziś wspominamy z wdzięcznością.
Jeśli ta opowieść wydaje się Państwu zbyt piękna, aby była prawdziwa, to macie trochę racji. Istnieje bowiem druga strona tej historii.
Nosi tytuł: Cennik.
Indywidualna opieka położnej - 1200 zł.
Znieczulenie na żądanie - 500 zł.
Pojedyncza sala porodowa - 400 zł.
Razem: 2100 zł. Tyle kosztowało nas "„rodzenie po ludzku". I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że poród odbywał się w szpitalu finansowanym przez NFZ, przy użyciu państwowego sprzętu i materiałów, a nasza położna miała tego dnia dyżur.
Do czego zmierzam? Ano do refleksji, że kiedyś dawanie w łapę odbywało się przy pewnej dozie dyskrecji, zaś dziś zostało usankcjonowane za pomocą cennika, który możecie Państwo znaleźć na stronie internetowej szpitala. Tego oraz wielu innych, bo przecież w służbie zdrowia już od dawna rządzi wolny rynek, a jedynymi osobami, które tego nie wiedzą, są politycy. (24 01 2009)
Rafał Witek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych