Sześciolatki do szkoły. No to masz ci babo placek. Nie dość, że dzieci maja zbyt mały kontakt z rodzicami, to się je chce na siłę, ustawą, oderwać od "piersi". Czemu i komu to ma służyć?
Dlaczego Ministerstwo Edukacji z takim uporem forsuje tę ustawę? Szkoły, jakie są - wszyscy wiemy, nie ma tam miejsca dla takich maluchów. Środki, które należałoby przeznaczyć na adaptację, można spożytkować w inny sposób, chociażby na wyposażenie sal tematycznych. Dlaczego nikt nie chce słuchać społeczeństwa? Na takie postępowanie rodzice powinni się nie zgodzić, ale niestety nie mają w naszym kraju zbyt wiele do powiedzenia. Tu nikt najbardziej zainteresowanych nie pyta o zdanie - tak ma być i już. Żenada. Żadnych argumentów za, same przeciw. Zapewnienia ministerialne o gotowości można włożyć między bajki. Może najpierw osiągnijmy inne standardy edukacyjne obowiązujące w świecie, a potem sześciolatki do szkół?
Dlaczego w naszym kraju szkolnictwo publiczne narzuca minimalną liczbę uczniów w klasie? Dlaczego nie może być mniej niż? Dlaczego klasy są przeładowane, a jak mają mało uczniów, to się je łączy i tworzy molochy? Dlaczego programy szkolne są rozbudowane ponad miarę? Dlaczego tornistry są przeciążone? Dlaczego programy w różnych szkołach nie są spójne? Dlaczego egzaminy nie mają wiele wspólnego ze zdobywana wiedzą? Dlaczego jak się chce uczyć dalej, to trzeba brać korepetycje? Dlaczego na maturze znów ma straszyć matematyka? Dlaczego nie można rozwijać indywidualnych zdolności? Dlaczego likwidatorzy szkół zapomnieli o wyżu demograficznym? Dlaczego i dlaczego. Szkoda gadać...
Julian Solecki (Dziadek wielce oburzony)
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)