Udostępnij

Imię - towarzysz codzienny

Dodano: 2010-09-17

Pewna pani, „narodowości warszawskiej" spodziewała się dziecka. Potomstwo, płci jak przypuszczano żeńskiej, miało przyjść na świat już niedługo. Nic więc dziwnego, że pani, jako osoba niezwykle pragmatyczna i dobrze zorganizowana, kwestii wyboru imienia nie pozostawiała na ostatnią chwilę. Bo to człowiek wtedy wie, co robi? Jak mu się raptem trzy i pół kilo szczęścia na głowę zwali? Co prawda to prawda. Imię ważna rzecz i nie ma co bagatelizować czy zdawać się na przypadek. Niczym cień, towarzyszy nam wszędzie. W szkole, w pracy i w urzędzie.


- Jak będzie dziewczynka, to damy jej Ada - powiedziała stanowczo. Pan Tata, „narodowości" tej samej, nie oponował. Przyjął decyzję Pani Mamy bez sprzeciwu. Ta, zachęcona uległością snuła plany dalej:


- A jak będzie chłopczyk, to nazwiemy go Gracjan!


- Że niby jak? Gracjan? - w tatusiu obudziły się niezażegnane atawizmy.


- No! - odpowiedziała mamusia gładząc z czułością brzuszek w rozmiarze XXL.


- Gracjan, Gracjan... Całe szczęście, że nie motyka.


Dziecko postanowiło jednak nie siać zamętu w rodzinie i urodziło się dziewczynką. Ada, w wersji bardziej dostojnej Adrianna, imię odziedziczyła po ulubionej aktorce mamy. I tu dopiero można mówić o szczęściu, że mamie nie podobała się Izaura czy też dajmy na to Alexis. Inne dzieci nie miały tak dobrze. Wraz z modą na telenowele w przedszkolach zaczęły królować Samanty, Tobiasze, Martiny, Angeliki. Kiedy na ekrany wszedł święcący do dziś triumfy serial „Na dobre i na złe", podwórka zaroiły się od Julek, Kubusiów i Zoś. Brzmiało to może i lepiej, bo swojsko, ale na wołanie „Julka na obiad" odwracało się co najmniej kilka dziewczynek.


Moda na imiona serialowych bohaterów przeminęła. Przyszedł bum na powrót do korzeni. Masowo pojawiają się Zosie, Marysie, Tadki, Franki i Staśki.


Właściwie to można powiedzieć, że proporcje się wyrównały. Modna Basia lepi babki w jednej piaskownicy z niemodną już Dominiką, a stojący chyba najwyżej w rankingach popularności Antek kopie piłkę z Davidem.


Wybór imienia dla dziecka, jak sama nazwa wskazuje, nie jest określoną koniecznością. Jest możliwością. Wręcz przywilejem rodziców. Nikt nie narzuca nam, jak nasze dziecko ma mieć na imię, ale z drugiej strony...
Zanim dokonamy ostatecznego wyboru, pomyślmy czy, po pierwsze, nie zrobimy dziecku krzywdy nadając mu imię nazbyt, nazwijmy to ekstrawaganckie (nawet jeśli bardzo kochaliśmy babcię Kunegundę, a dziadek Dionizy był idolem z dzieciństwa). Przemyślmy kwestię imion budzących negatywne skojarzenia (Adolf niestety mało komu kojarzy się z przedwojennym amantem filmowym). I jeszcze jedna rzecz, często bagatelizowana, naprawdę istotna - dopasowanie imienia do nazwiska.


Wszystko cacy, ale i tak wiadomo, że najlepsze imię dla dziewczynki to Tradycja, a w wersji bardziej współczesnej Ekstradycja. A dla chłopca? Kubuś. Na drugie Puchatek.


Pierwsze pokolenie Andżelik i Martinów ma już pewnie własne dzieci. Ciekawe, jakie mają imiona...

 

Beata Wincza

 

drukuj powrót
poleć artykuł

Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.

Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka

Król Maciuś Pierwszy (audiobook)