Pamiętam taki dzień z dzieciństwa, kiedy przy placu zabaw pojawiła się góra lodowa. Była wielkości ciężarówki, stroma i nieprzyjazna. Przydryfowała w nocy, w nocy z północy. Nosiła ślady licznych kolizji, jej popękane ściany, z wierzchu przejrzyste, w głębi mętniejące, jeżyły się ostrymi krawędziami. Góra zatrzymała się na trawniku między warzywniakiem a okrąglakiem. Zaryła w zmarzniętą ziemię, jedną ze swych ścian opierając o metalowe ogrodzenie placu zabaw. Było to w grudniu, przed nowym rokiem.
Wleźliśmy na tę górę lodową od razu. Na górze było wspaniale, jak na dziewiczych szczytach Masywu Vinson. Mogliśmy widzieć dach warzywniaka z kilkoma pokrytymi śniegiem, sparciałymi piłkami do nogi. Byliśmy w niezdobytej twierdzy. Kto tam wchodził, ryzykował podarcie kurtki i spodni, zranienie dłoni, upadek i wiele siniaków. Kto nie wchodził, ryzykował jeszcze więcej: nieobecność na górze lodowej, amputację honoru, śmierć wyobraźni, dożywotnią tęsknotę. (23 12 2008)
Rafal Witek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to strzał w dziesiątkę. Bardzo wartościowy serwis dla rodziców i dzieci, którzy poszukują pomysłów na wspólną naukę i zabawę. To pierwszorzędny przewodnik po dobrej książce, ciekawym filmie czy przedstawieniu teatralnym. Gorąco polecam!
Agnieszka Babik, analityk rynku, mama 6-letniej Marianki i 13-letniego Szymona