Potrzeba użycia dziadka do orzechów przypomniała mi o pewnej rozmowie. Choć może lepszym określeniem byłaby raczej „zażartej dyskusji" - na temat, czego powinny, a raczej czego nie powinny słuchać dzieci.
Zdaniem moich znajomych piosenki typu: „Kundel bury", „Zuzia lalka nieduża" czy „Ropucha kłamczucha" w wykonaniu uwielbianego przeze mnie w latach dzieciństwa zespołu „Fasolki" - wypaczają gust muzyczny. A świadome przyzwolenie dorosłych na słuchanie tego typu łubu dubu, to zbrodnia wykonana na młodej, jeszcze nie ukształtowanej, dziecięcej duszy. Ci znajomi przed tą tandetą obronili swoją trzyletnią córkę. Dzięki ich czujności dziecko poznaje dźwięki tylko muzyki operowej i klasycznej. Jak zdążyłam się zorientować, potrafi również w sposób zrozumiały tylko sobie opowiedzieć o czym jest „Dziadek do Orzechów", „Carmen", „Madame Buttefly". Starałam się zrozumieć próbę przybliżenia maleństwu „Dziadka do orzechów" - opowieści z pogranicza jawy i snu, pełnej czarów, magii, pięknej, choć momentami pełnej grozy. Jednak w kwestii „Carmen" Bizeta czy „Madame Butterfly" Pucciniego pozostaję nieugięta.
W przekonaniu, że jest na to zbyt wcześnie, utwierdziły mnie, delikatnie mówiąc, wyklepane przez dziecko historie dotykające w tak bezpośredni sposób problemu śmierci, miłości, nienawiści, zdrady, zemsty. Osobiście jestem zwolenniczą zarażania dzieci muzyką od samego początku. Zgadzam się również z „Teorią uczenia się muzyki" amerykańskiego badacza i muzyka jazzowego Edwina Eliasa Gordona. Twierdzi on, że dzieci, które w początkowym okresie życia słuchają muzyki, mają bardziej wyostrzony zmysł słuchu i poczucie rytmu. (Mówi on o muzyce w ogólnie). To wszystko jest dla mnie zrozumiałe, bezdyskusyjne. Dlatego zastanawiam się, czy proces „osłuchiwania" stosowany przez moich znajomych nie jest zbyt nachalny i zbyt głęboko ingerujący. Pozbawienie dziecka słuchania muzyki w wykonaniu rówieśników, to rodzaj zabrania mu kawałka dzieciństwa. Bo czy nie robimy czegoś wbrew naturalnym instynktom dziecka, zabierając mu wszystko, co dla niego jest zrozumiałe, a więc lekkie, łatwe i przyjemne? Czy jednoczesne poznawanie przez dzieci opery, muzyki poważnej i „Fasolek" tak bardzo się wyklucza?
Rozłupałam właśnie ostatniego orzecha. Zaraz zamierzam włączyć „Fasolki", bo są „cacy". Może to swego rodzaju wypaczenie, ale jakie urocze!
Grażyna Nowak
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka to strzał w dziesiątkę. Bardzo wartościowy serwis dla rodziców i dzieci, którzy poszukują pomysłów na wspólną naukę i zabawę. To pierwszorzędny przewodnik po dobrej książce, ciekawym filmie czy przedstawieniu teatralnym. Gorąco polecam!
Agnieszka Babik, analityk rynku, mama 6-letniej Marianki i 13-letniego Szymona