Kot tradycji jest coraz chętniej odwracany ogonem. Pytania, jak przetrwać w świecie i nie zwariować, niejeden dorosły nie zadaje już starszyźnie plemienia, lecz dzieciom.
Obcowanie z dzieckiem pozwala dorosłemu pozbyć się powagi, jest pretekstem do poluzowania krawata, usprawiedliwia potrzebę zwolnienia kroku, którego na co dzień musi dotrzymywać innym. Dzieci pokazują, jak odnaleźć dystans do obowiązujących norm, dają nadzieję, że znowu otwiera się przed człowiekiem jakaś droga, że można wyzwolić się od siebie nawzajem.
Pójdźmy dalej: dziecko, które zachowuje się na swój własny sposób, daje pozwolenie na to samo tym, którzy z nim są. Posiada licencję na zwariowanie. Niesie wyzwolenie od duszącego konwenansu, rozsadza ramy. W reklamach dzieci notorycznie zatrudniane są jako te, które łamią kije tkwiące w tyłkach dorosłych. Jest to ich nowa misja, dziecięca krucjata XXI wieku. Mają zadanie spajania rodziny złożonej z pracoholicznych kidultów, którzy rozpaczliwie szukają pomysłu na pyszne danie. Dźwigają na swoich barkach ciężar psychicznej odnowy steranych staruszków, realizują publiczną misję propagowania niewymuszonego uśmiechu. Mają przy tym coraz więcej roboty, więc na dobrą sprawę za każdy uśmiech powinniśmy im płacić. Niedługo proporcje wiekowe społeczeństwa będą tak zachwiane, że na jedno dziecko przypadnie trzech emerytów. Być może wtedy ta wizja nie będzie wydawać się aż tak odległa.
Rafał Witek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Nareszcie portal na świetnym poziomie, który z radością odwiedzam razem z dzieckiem. Pomysły na wspólne spędzanie czasu - nie tylko poza domem, ale także przy ciekawej książce czy muzyce. Gorąco polecam.
Joanna Dark, piosenkarka, mama ośmiolatka