Z myślą, by zbiec, się noszę,
gdzieś do dalekiego kraju sztuki
i przejrzystych winogron.
Vladimir Nabokov
Przy lekturze wielu książek padam ofiarą złudzenia (obcując ze sztuką zgadzamy się na to), że dzieci - w przeciwieństwie do dorosłych - nie muszą być wypreparowane i podretuszowane, aby stać się postacią powieściową. Dorosłych trzeba brać w cudzysłów, modelować, dodawać lub ujmować cechy, poglądy, charakterystyczne zachowania w celu uzyskania wyrazistszych (choć niekoniecznie wiarygodniejszych) postaci. Dzieci zaś opisywane są tak, jak stoją. Darowuje się im te śmiertelne zabiegi, przetworzenia, ten psychiczny make-up w uznaniu ich aktorskiego talentu. Ich droga z rzeczywistości do książki jest linią prostą, bez załamań. Dzieci odnajdują się doskonale w każdej fabule: są dość elastyczne, są obywatelami wszystkich możliwych światów. Wiadomo, jak łatwo im w mgnieniu oka przeskoczyć z ziemskiego placu zabaw w rozedrgane przestrzenie wyobraźni i zatracić zupełnie poczucie granicy. Podobnie ich literackie sobowtóry pluskają i koziołkują szczęśliwie w formalinie sztuki, w której dorośli tak łatwo wyglądają jak martwe i przekrojone na pół okazy podgatunków z wyeksponowanym tym czy tamtym szczegółem dla odegrania właściwej roli w kompozycji dzieła. Ich wynaturzone, karykaturalne, umownie upiększone lub oszpecone wersje (na przykład czarne i białe charaktery), efekty przejścia przez skomplikowany system zwierciadeł i pryzmatów, są wprawdzie do zaakceptowania w powieści, ale wiadomo, że tylko tam. Na ich tle dzieci wypadają bardziej przekonywująco, wielowymiarowo, może je ożywić każdy promyk światła lub powiew wiatru wpadający między strony otwartej na oścież książki.
(Kilka godzin później: mniej już jestem pewien, czy mam w tym eseju rację. W literaturze dziecięcej pełno jest bohaterów spreparowanych i często są to zabiegi wielce udane. Być może więc - zamiast powiedzenia, jak dzieci są opisywane - powiedziałem, jak powinny lub mogłyby być opisywane.)
Rafał Witek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Cieszy mnie, że istnieje portal traktujący dzieci na tyle poważnie, żeby proponować im prawdziwą kulturę na wysokim poziomie. Qlturka.pl kreuje kulturalny smak najmłodszych, jednocześnie szanując ich wrażliwość.
Martyna Samecka, mama Fruzi, ilustratorka-amatorka