Szare, pustynne, rozgrzane słońcem beduińskie wioski, a w nich dzieci próbujące wycyganić od turysty chociażby jednego funciaka - to w kraju faraonów widok nader częsty.
U kogoś, kto pierwszy raz zetknął się w tym zjawiskiem, te małe, biedne, brudne istotki zazwyczaj wzbudzają litość. Trudno jest przecież patrzeć na biedę obojętnie. Szybko postanawiamy jakoś temu zaradzić. Najlepszym wydaje się finansowy datek.
Kiedy ma się poczucie, że zrobiło się swoje, kolejna chmara dzieciaków, niczym rój pszczół, wkracza do akcji. Wszystko dzieje się tak szybko, że nie mamy czasu na myślenie i działamy pod wpływem chwili. Efektem tego jest kolejny datek dla pierwszego z brzegu, małego natręta.
- To nie ma większego sensu - wtrąca po chwili przewodnik. - One nie chcą inaczej żyć - dodaje.
- Jak to? - Ktoś z wycieczki próbuje zrozumieć. - One przecież powinny być teraz w szkole.
- One wolą żyć na pustyni. Tu liczą się kozy i wielbłądy. Szkoła nie gwarantuje pracy, przetrwania, a wielbłądy tak - odpowiada łamaną polszczyzną. - Na pustyni, choć pracują dla szejka i wyżebrany bakszysz jeszcze dziś wyląduje w jego kieszeni, czują się wolne. Żyją jak ich przodkowie i wcale nie chcą tego zmienić.
Po tych słowach wszystkim zrobiło się jakoś nieswojo. Nikt z nas nie chciał przecież napychać kieszeni jakiegoś szejka, który podobno na własność posiada część pustyni. Chcieliśmy wierzyć, że marzą o takim życiu jak nasze. Nasze datki miały poprawić byt ich i ich rodzin.
- Najlepiej, jeśli chce się dla nich zrobić coś miłego, dać im kredki albo piłkę - odezwał się nagle przewodnik. - Kredki, w przeciwieństwie do pieniędzy, będą mogły zachować tylko dla siebie i rysować nimi na kamieniach z czerwonego granitu, a w piłkę grać do woli o wschodzie czy zachodzie słońca.
Grażyna Nowak*
*Grażyna Nowak - z wykształcenia dziennikarz i filolog, z zamiłowania bajarka bajek z ciekawym zakończeniem i fotograf-amator, z potrzeby miłośniczka muzyki, przyrody i rowerowych wypadów za miasto.
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



"Z Qlturki" - taką odpowiedz słyszę najczęściej, gdy pytam gości, skąd dowiedzieli się o naszej kawiarni.
Malwina Kazimierczak, właścicielka FikuMikuCafé, mama 3-letniej Miki.