Gdyby matura była dzisiaj, to napisałbym na arkuszu egzaminacyjnym wielkimi, czerwonymi literami: CHWYTAJ DZIEŃ - i wybiegłbym w poranną wilgotność traw, w poranną migotliwość dziewcząt, w poranną świeżość wiatru.
Jestem jednak starym koniem. Szkołę zostawiłem daleko za sobą: w kraju pięciozłotówek z rybakiem, kaset magnetofonowych z Pewexu, kolejek po podręczniki w księgarni dolnośląskiej. W kraju, w którym wpajano we mnie lęk.
Przez ten lęk nie wybiegłem z egzaminu maturalnego, ze wszystkich tych egzaminów, które nie sprawdzały wiedzy, ale stopień uległości. Pochlebiam sobie, myśląc że dziś już nie byłbym w stanie zdać żadnego z nich.
Skąd taka niefrasobliwość? No cóż, mogę sobie na nią pozwolić, bo jestem żyjącym pomnikiem niewydolności i beznadziei polskiego systemu edukacji. Moje CV stanowi dowód na to, że szkolne wykształcenie do niczego się nie przydaje, a przydatną w życiu wiedzę zdobywa się poza szkolnymi murami. Gdybym wiedział to WTEDY, zakończyłbym edukację na nauce pisania i czytania. Kilkanaście tysięcy godzin przesiedzianych na zajęciach z matematyki, fizyki, chemii i biologii zainwestowałbym w naukę dodatkowych języków, na ekstra lektury i na wizyty w galeriach. No i na pisanie.
Jejku, jak mogło być cudownie!
Rafał Witek
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



"Z Qlturki" - taką odpowiedz słyszę najczęściej, gdy pytam gości, skąd dowiedzieli się o naszej kawiarni.
Malwina Kazimierczak, właścicielka FikuMikuCafé, mama 3-letniej Miki.