Kiedyś, będąc dziecięciem lub jak kto woli - małym berbeciem, lubiłam podróże środkami komunikacji miejskiej, bo były namiastką przygody. Na wspomnienie o tych wypadach łza się w oku kręci, bo i czasy już nie te i ludzie jacyś inni. Dziś, bardziej z konieczności niż z wyboru, korzystam z tych dobrodziejstw komunikacyjnych niemalże każdego dnia. Wydawałoby się, że w tym temacie nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a jednak...
Ostatnio na przykład w zatłoczonym metrze ktoś spożywał najprawdopodobniej kebaba. Skąd to wiem? Nic prostszego, tak zasugerował mi mój nos. Zapach, a raczej (proszę wybaczyć) smród, zmusił mnie do opuszczenia wagonika. W innym wypadku groziłoby to reakcją niepożądaną (nie będę wchodzić w szczegóły i opisywać, jaką). No cóż, najwyraźniej niektórzy pasażerowie w autobusie, tramwaju, metrze czują się jak u siebie w domu. Jedynie przykre, że przez tego „spożywcza kebaba" spóźniłam się do pracy. A co najgorsze, ten przypadek nie był wyjątkiem. Przykłady można mnożyć. Najciekawszym wydaje się „spożywacz" kotleta pożarskiego z surówką i frytkami.
Tak, wiem, sami jesteśmy sobie winni, że brudno, że z każdego kąta czuć zapach podobny do zbuka. Do tego zaczynam się przyzwyczajać, ale do braku kultury i elementarnych zasad dobrego wychowania nie przyzwyczaję się chyba nigdy.
Weźmy na przykład takich telefonicznych rozmówców. Ileż można się o nich dowiedzieć podczas nawet krótkiej, wspólnej przejażdżki. A słuchacze mp3, czy innych dźwiękowych wynalazków, którzy trzeszczeniem wydobywającym się ze słuchawek są w stanie zepsuć podróż posiadaczom nawet anielskiej cierpliwości!
Ciekawa grupą są podróżujący na warunkach szczególnych: emeryci, renciści, matki z małymi dziećmi. Kilka słów chciałabym poświęcić tym ostatnim - matkom z dziećmi. I wcale nie tym z maleńkimi okruszkami w wózku czy na rękach, tylko tym z takimi trochę starszymi, w wieku 5-8 lat.
Mam wrażenie, że ta grupa sieje spustoszenie wszędzie, gdzie się pojawi. Chciałbym być osamotniona w tym osądzie, ale... wiem, że nie jestem. Wracając do opiekunów z ośmiolatkami. Być może „wymuszanie" ustąpienia im miejsca ma związek z przemijaniem. Uwierzcie, wiem, jak trudno pogodzić się z myślą, że nasze latorośle nie są już niemowlętami i z wiekiem należałoby więcej od nich oczekiwać, np. by grzecznie poczekały na wolne miejsce. Zrozumienie zrozumieniem, a póki co niemalże codziennie spotykam się z sytuacją, kiedy to kilkuletni smyk wbiega do tramwaju, autobusu, metra, pozostawiając opiekuna daleko z tyłu. Robi to tylko po to, by znaleźć wolne miejsce. Kiedy to się nie udaje - komunikuje o swojej potrzebie siedzenia poprzez głośny, donośny krzyk. Wtedy zazwyczaj znajduje się ktoś, kto ustąpi miejsca dorosłej osobie z nadzieją, że ta usiądzie i weźmie malca na kolana. Niestety, zazwyczaj na wolne miejsce wskakuje smyk, brudząc przy okazji wszystko, z siedzeniem włącznie. Zdarza się, o zgrozo, że na wolnym miejscu mama stawia swoje siatki. Ale to nie wszystko. Stację lub dwie dalej, ci wydawałoby się bardzo potrzebujący wolnego miejsca, opuszczają środek transportu, pozostawiając po sobie ślady w postaci okruszków chleba, piasku, lizaczka, papierka po cukierku i... ogromnego niesmaku, zwłaszcza u osoby, która ustąpiła im miejsca.
Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko westchnąć z nostalgią za czasami, kiedy świat widziany dziecięcymi oczami wydawał się bardziej przyjazny, piękniejszy, poukładany. Wydaje się, że w tamtym świecie rodzice wymagali ode mnie więcej, a ja wiedziałam, że nie jestem jedynym użytkownikiem środka transportu miejskiego. Czyżby w XXI wieku niektórzy wygodniccy rodzice sprawy kultury i wychowania przerzucili na szkołę, ulicę, kościół! A może by tak jak w Bombaju, dla opiekunów podróżujących z dziećmi zrobić osobne przedziały, może wtedy wszystkim podróżowałoby się milej i radośniej.
Grażyna Nowak
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Dzieci są jedynymi uczestnikami kultury, którym kontakt ze złą sztuką może wyrządzić krzywdę. Ogromnie cenię Qlturkę za to, że pokazuje, co w sztuce dla najmłodszych dobre, ciekawe i warte uwagi. Nie wyobrażam sobie już sieci bez tego miejsca.
Alicja Morawska Rubczak, badacz i krytyk teatru dla dzieci, kuratorka małych Warszawskich Spotkań Teatralnych