Śliczna, drobna mała dziewczynka. Podobno 8-miesięczna, chociaż wygląda na młodszą. Stoi w białym łóżeczku, kurczowo trzymając się szczebelków. Przykrywana kołderką i kładziona przez personel - konsekwentnie zrzuca „okowy" i przytrzymując się prętów - wstaje. Od czasu do czasu uderza rączką z wenflonem w pozostawione w łóżeczku zabawki. Patrzy na nas zza szyby i co chwila wybucha przeszywającym płaczem. Moja córkę ciągnie, by stukać w okno do szpitalnej koleżanki...
Taki obraz na długo zapamiętam ze szpitala, z oddziału pediatrycznego, gdzie przyszło mi z córeczką spędzić kilka dni.
Już pierwszego dnia personel zasłonił szybę papierem. Podobno jestem podobna do mamy dziewczynki. Ale bardziej chyba chodzi o to, że ja noszę moją córcię na rękach, przytulam, gdy musi wytrzymać z kroplówką przez kolejną długą godzinę. Dziewczynki nie nosi w ciągu dnia nikt. Nie licząc podnoszenia z łóżeczka do zmiany pieluchy, czy trzymania na rękach w czasie karmienia. Od kilku dni jest w szpitalu sama.
Z jakichś powodów jej mama przychodzi do niej jedynie wieczorami i to na krótko. Można sobie wyobrazić co przeżywa Maleństwo w obliczu szpitalnej samotności, zabiegów, może wciąż złego samopoczucia. Nie mówiąc o tym, że rozwojowo jest w okresie nasilonego lęku separacyjnego. Można sobie wyobrazić?!
Okazuje się, ku mojemu smutkowi, że wyobraźnia (nie chcę nikogo podejrzewać o brak empatii czy wiedzy) personelu maluje zupełnie inne wnioski z sytuacji hospitalizowanego (i to bez bliskich) malutkiego dziecka.
Pielęgniarka zasłaniająca okno w mojej sali opowiedziała mi, że „to dziecko dziś strasznie szaleje, wariuje tak, bo pewnie widzi panią...", słyszałam zza okna kolejną „siostrę" rozmawiającą z mamą „współlokatora" dziewczynki z sali: „inne dzieci, które zostają bez mam to z zainteresowaniem przyglądają się, co się dzieje w sali, siedzą sobie i patrzą , a to, to ... (chyba dobrze, że nie słyszałam jej dalszych myśli), kontynuującą swą wypowiedź w stronę dziewczynki: „myślałby kto, że tak cię na rękach w domu noszą...".
Małej dziewczynce dostało się też od bardzo sfrustrowanej mamy: „Ja rozumiem, że się nudzisz, ale ty zrozum mnie, że jestem zmęczona".
8-miesięczne dziecko, które wariuje, szaleje, przeszkadza, nie rozumie dorosłych, nie chce pokornie siedzieć w łóżeczku i przyglądać się szpitalnej rzeczywistości, a także ze spokojem czekać na kolejne zastrzyki i zabiegi to, niestety dla wielu pracowników szpitala nie jest dziecko, które tęskni, cierpi, przeżywa rozstanie z mamą, olbrzymi niepokój... Ani razu nie padło którekolwiek z tych ostatnich określeń.
Gdyby tak NFZ, oprócz leczenia kontraktował współczucie, przytulanie, branie na ręce, albo przynajmniej zrozumienie sytuacji dziecka pozostawionego samego w szpitalu...
(nazwisko do wiadomości redakcji)
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |
Qlturka to skarbnica pomysłów, jak twórczo spędzić czas dzieckiem; sito, które pomaga wybierać co dobre i bezpieczne dla naszych maluchów oraz pigułka wiedzy o mądrych i pięknych książkach.
Nie ma dnia, żebyśmy tu nie zaglądali!
Ula Morga, właściciel pracowni animacji Esy-floresy, mama Mikołaja (4 l.)