Dziadolek:
(z roztargnieniem) Wspaniale... (nagle wykrzykuje) No i macie! Znowu zostały mi tylko resztki życia, muszę szybko się ewakuować, bo inaczej dorwą mnie szczury... Uff, udało się. Zamknąłem je w piwnicy.
Luka:
Chodź, Kuba, Dziadolek może tak długo. (tonem osoby dorosłej) I co ja mam z nim zrobić?! Nieraz mi się zdaje, że będę mu musiała jakieś limity na komputer wprowadzić, czy co? Przecież to niezdrowo tak grać i grać - w każdym razie tak moja mama mi powtarza. Mm... jak tu ładnie pachnie! Obiadem. Widocznie jednak Dziadolek nie tylko grał. No tak, niedługo przyjdą rodzice z pracy. Musimy się pospieszyć. Dawaj tego rycerza!
Luka wrzuca rycerza do starego garnka, po czym wyjmuje srebrną książeczkę, jeszcze raz czyta przepis, żeby się upewnić, czy wszystko robi, jak należy:
Luka:
Sposób przyrządzania: zdobądź składniki w ciągu jednego dnia. Zrobione. Włóż je wszystkie do dużego garnka, oprócz przyjaciela, dodaj szklankę wody, podgrzej. Przyjaciel niech rozmiesza farbę, aż żołnierzyk stanie się zielony i lepiący od krówki. Wtedy spotkasz szczęśliwą osobę.
Dziewczynka odstawia z kuchenki rondelek z kotletami, stawia w to miejsce garnek z rycerzem, leje do niego wody, sypie zielonego proszku i wkłada rozwiniętą z papierka krówkę. „Zapala" gaz, wyjmuje z szuflady drewnianą łychę i wręcza ją Kubie.
Luka:
Masz, mieszaj. Tu jest napisane, żeby przyjaciel rozmieszał farbę. Czy... czy możesz być na dzisiaj moim przyjacielem?
Kuba:
Wiesz...
Luka:
Tylko nie myśl sobie za wiele. Ale inaczej nici z przepisu. Zresztą... z bliska nie jesteś taki straszny.
Kuba:
Wiesz, ja zasadniczo nie zadaję się z dziewczynami... ale dzisiaj zrobię wyjątek. (Kuba miesza gorliwie w garnku, aż woda chlupie na podłogę). Poza tym... przezywanie jest... no... głupie po prostu.
Luka uśmiecha się radośnie, Kuba patrzy na nią niepewnie, ale po chwili również się uśmiecha. Potem dzieci znów zabierają się do roboty. Kuba przez pewien czas miesza w garnku, Luka niecierpliwie zagląda do środka.
Luka:
O, robi się zielony! Jak dobrze, już myślałam, że nasz rycerz jest odporny na farbowanie (dziewczynka za pomocą łyżki wyjmuje rycerza). Jest zielony i fuj! wysmarowany rozpaćkaną krówką. No i? Gdzie ten szczęśliwiec?
Dzieci rozglądają się po kuchni. Nagle słyszą coś, co przypomina chichot.
Kuba:
No nie?! To Szczerbatek ma być tą szczęśliwą osobą?
Luka:
Fakt! Ciągle się śmieje (przyznaje zrezygnowana Luka). I po to tyle się staraliśmy?
„Wiuuu!" - zaszumiało, zawirowało i z nieco kanciastym wdziękiem wylądowała na podłodze grubaśna postać.
Luka i Kuba:
Gburka?! (wołają razem dzieci, nie bacząc na grającego Dziadolka) Ale jakoś... urosłaś czy co?
Gburka:
Co tak patrzałki wytrzeszczacie? Piękny model, najnowszy, z fioletowym puszkiem, a jaki ma odjazd... (Gburka okręca się dookoła, pokazując wielgachne, puszyste skrzydła koloru wściekłego indygo) Co sądzicie?
Luka i Kuba:
Odlotowe! (przyznają zgodnie)
Piosenka Gburki:
Jak to super wiedźmą być!
Jaki odjazd - skrzydła mieć!
Taki model - co dzień myć!
Krzyczeć głośno: w górę leć!
W chmurę leć!
Jaki spontan wiedźma ma,
bo na skrzydłach sobie gna!
Gdzie chce, jak chce - że ojej,
jak puch, choć brzuch to jej!
Brzucho jej!
Ekstra ubaw wiedźma ma,
gdy na skrzydłach wiatr jej gra!
Gdzie chce, jak chce lata tak,
spada wspak lub pędzi siak
jak różowy ptak!
Gburka:
Co prawda widziałam już reklamę modniejszej marki, najnowszy model Wyjących syren, ale może z wymianą trochę poczekam. No i co, farciaro? (zwraca się do Luki)
Luka:
Farciaro...? (Luka nagle pojmuje, kto jest szczęśliwą osobą. Mówi powoli, zastanawiając się) Nie spotkam szczęśliwej osoby. Bo to ja nią jestem. Dzisiaj czuję się w końcu jak całkiem zwyczajna, szczęśliwa dziewczynka! Pierwszy raz, odkąd zamieszkaliśmy u Dziadolka po śmierci babci. Hurrra! Gburko, wytłumacz mi tylko jeszcze, po co ten cały przepis i te wszystkie składniki?
Gburka:
A skąd mam wiedzieć? Jak dorośniesz, to może dorobisz do tego jakąś teorię. Ludzie lubią dorabiać do wszystkiego teorie, im coś bardziej głupiego, tym więcej objaśnień. Mądre, najnowsze przysłowie czarodziejek mówi: Nie zaciemniaj, bo nawet krasnoludom styki się przepalą. Choć niektórzy uważają, że jeszcze nowsze przysłowie brzmi: Nie komplikuj, bo nawet wypłaczek cię nie zrozumie.
Kuba:
Nie udawaj! Na pewno coś wiesz.
Gburka:
No... jak chcecie usłyszeć dyrdymały, to proszę bardzo. Na przykład, że zielony jest kolorem nadziei, że cukierek oznacza dobre, słodkie strony życia, że rycerz mówi o odwadze spełniania marzeń, a przyjaciel... sami wiecie przecież, do czego służy przyjaciel (z irytacją). No, muszę się kopsać. Baj! (pstryka palcami, macha skrzydłami) Do roz... (wiedźma zamierza zaklnąć, bo nadal tkwi w kuchni, ale w porę dostrzega wpatrzone w nią dziecięce spojrzenia i chwyta się za otwarte usta.) W porzo! (wyciąga różdżkę, strzepuje z ręki brokat i woła): Znik, znik, znikaaam!
Zofia Staniszewska
il. Ola Mikulska
| drukuj | powrót |
| poleć artykuł |



Qlturka jest dla mnie nieocenionym źródłem informacji o tym, co dobre i bezpieczne dla moich synów.
Paweł Trzaska, zapalony żeglarz, tata dwóch chłopców
Miałam w ostatnim czasie okazję odwiedzić dwie stacje telewizyjne, by opowiedzieć o sprawach związanych z literaturą dziecięcą. Do tej pory wydawało mi się, że wszystkie studia (...)